Wyobraźcie sobie świnkę, która wypadła z ciężarówki. Leży na drodze, poobijana i przerażona. Znajduje ją jakiś człowiek, chwyta za kark i wlecze do swojego chlewa, gdzie ją zamyka. Wiadomo, jak skończy się ta historia. A teraz wyobraźcie sobie, że to świnka znalazła człowieka. By być precyzyjną, zwierzoludź chodzący na dwóch nogach i mówiący (zwierzo)ludzkim głosem. Uratowany jest w szoku, a jego przerażenie tylko rośnie, choć otaczający go zwierzoludzie cały czas są ujmująco uprzejmi. Zapraszają go na pyszny obiad, później oprowadzają po farmie. Są przemili, mimo to jego przerażenie tylko rośnie. Nie bez powodu.





