Jedne książki przynoszą odpowiedzi, inne – nowe pytania. Te drugie to książki-drzwi w domu przypominającym matrioszkę. Za drzwiami widać kolejne drzwi i kolejne, i kolejne. Takie książki poszerzają horyzonty, a zarazem pokazują, jak wiele jeszcze zostało do poznania. Im więcej wiemy, tym bardziej do nas dociera, że jesteśmy na początku drogi. „Niesamowita Słowiańszczyzna” wręcza czytelnikowi pęk kluczy. Jedynie od niego zależy, czy ruszy dalej, czy zatrzyma się przy pierwszych drzwiach z nastawieniem, że temat jest za trudny czy nudny. A w ogóle to głupoty, którymi nie warto zaprzątać sobie głowy. Żadnej słowiańszczyzny nigdy nie było!
