Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2020

"Władcy czasu" Eva García Sáenz de Urturi


Kiedy przewróciłam ostatnią stronę „Władców czasu”, poczułam się jak po obejrzeniu ostatniego odcinka „Sailor Moon”. Mimo że od tamtego dnia minęło ponad dwadzieścia lat, wciąż pamiętam ten zachwyt pomieszany ze smutkiem. Napięcie opadło, wszystkie wątki podomykane, bohaterowie mogą wreszcie odpocząć i zająć się swoim życiem. Elfy odpływają. Kurtyna.

wtorek, 12 listopada 2019

"Rytuały wody" Eva García Sáenz de Urturi


To wspaniałe, gdy zdobywa się dużą popularność już pierwszą książką, ma to jednak i mniej przyjemną stronę. Głównym problemem, z jakim borykają się znakomite debiuty, są (często nierealne) oczekiwania czytelników. Nie ma możliwości trafienia we wszystkie gusta, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że historia jest zbyt nudna, za bardzo kontrowersyjna, opisana zbyt rozwlekle, pomija zbyt wiele wątków, jest zbyt krwawa, za mało krwawa... Tak właśnie stało się z drugą częścią Trylogii Białego Miasta. Poniżej będę co nieco spojlerować wydarzenia z „Ciszy...”, więc jeśli ktoś jej nie czytał, a się przymierza, niech nie czyta dalej ;)

niedziela, 31 marca 2019

"Książę Mgły" Carlos Ruiz Zafón


Jestem szczęściarą. Rzadko udaje mi się poznać autora dzięki jego pierwszej książce – zwyczajnie jak trafię, tak czytam, nawet jeśli to piętnasta część jakiejś serii. A z Zafónem mi się powiodło. Tyle słyszałam na temat jego twórczości, plastyczności opisów, łatwości w budowaniu w wyobraźni czytelnika określonych obrazów... Tyle słyszałam, a jakoś nie było okazji przekonać się o tym na własnej skórze. Aż do momentu wymiany na OLX, po której stałam się posiadaczką kieszonkowej wersji debiutu hiszpańskiej gwiazdy. 

wtorek, 12 lutego 2019

"Cisza białego miasta" Eva García Sáenz de Urturi (recenzja przedpremierowa)


Sięgnęłam po "Ciszę białego miasta", skuszona zarówno opisem, jak i tym, że akcja książki dzieje się w Hiszpanii. Byłam przeziębiona, jakaś taka wymarznięta, więc z przyjemnością przeniosłam się w sam środek upalnego lata w zabytkowym mieście, gdzie właśnie zaczynały się Dia del Blusa, obchody ku czci Białej Panienki. Poprzedzało je święto bractw młodzieży, coś na podobieństwo juwenaliów, czyli wiadomo - dużo muzyki, alkoholu i szans na znalezienie miłości życia. Tzn. jednej nocy. Idealna pora łowów dla seryjnego zabójcy.

"Cisza białego miasta" przywitała mnie mocnym uderzeniem. Główny bohater, będący narratorem, poinformował mnie lakonicznie, że "skończył z kulą w głowie", stając się ostatnią ofiarą mordercy. Nie wiedziałam, co myśleć. Nie żyje? I dowiaduję się o tym tak po prostu, na drugiej stronie ponad 560-stronicowej książki?