Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lipca 2025

"Klub czytelniczy dla samotnych serc" Sara Nisha Adams

Książka o ludziach czytających książki – co tu mogło się nie udać? Cóż, pretensje mam tylko do siebie, bo wypożyczyłam „Klub...”, skuszona słodką, miłą dla oczu okładką. Opis też wiódł na manowce, że o blurbie nie wspomnę. Nastawiłam się na spokojną, uroczą obyczajówkę, która skradnie serce każdego mola książkowego. Zakładałam, że będzie sielsko anielsko, samotni znajdą drugie połówki lub przyjaźń, w międzyczasie orbitując wokół bibliotecznych regałów. Poczytam, westchnę, uśmiechnę się. I wiecie, po części tak było. Ale tylko po części.

niedziela, 20 lipca 2025

"Materiał na męża" Alexis Hall


„Luc, kto jak nie matka ma ci kupić kokainę? Wiem, która jest najlepsza, i znam najlepszych dostawców. Niestety wielu z nich nie żyje, bo... cóż. Dilerzy prowadzą zazwyczaj niezdrowy tryb życia. Dużo pracują, źle się odżywiają. Poza tym to niezwykle stresujące zajęcie”.

„Wiesz co, zawrzyjmy układ. Nie zaproszę cię na ślub, ty w zamian za to nie musisz mi opowiadać o swoim życiu, a moje życie możesz mieć w dupie”.

niedziela, 24 marca 2024

3x stary kryminał


„Strój na śmierć” Donna Leon

Niemiłosierny wenecki upał, który czuć nawet z kartek. Rzeźnia, smród i krzyki zwierząt. Jeden z pracowników wychodzi zapalić, a żeby nie czuć dobiegającego z wnętrza odoru, odchodzi nieco dalej. Wtedy zauważa coś dziwnego – damski but leżący w trawie. Podchodzi bliżej, szarpie za obuwie i dokonuje makabrycznego odkrycia.

piątek, 4 marca 2022

W gorszym czasie

Nie idzie mi czytanie. Zabrałam się za trzy książki i każda mnie w jakiś sposób odpycha. „Była sobie rzeka” jest piękna i tak spokojnie sobie płynie (jak rzeka), ale jakoś nie na miejscu mi ją teraz czytać. „Republikę smoka” od tygodnia pokrywa kurz. Kompletnie nie mam ochoty po nią sięgać, choć sama książka niczemu nie winna. Ostatnia natomiast, „Oswobodzenie Dzikiej Kobiety”, to dla mnie prawdziwa katorga. Bardzo chciałam, żeby nie okazała się peanem pochwalnym na cześć Maryi, tylko opowiadała o żeńskiej sile. Bardzo chciałam, żeby autorka „Biegnącej z wilkami” mnie nie rozczarowała. Tymczasem wygląda na to, że na stare lata zmieniła się w egzaltowaną nawiedzoną. W pierwszej chwili miałam napisać „dewotkę”, ale nie do końca tu pasuje. W każdym razie przebrnęłam przez połowę i już widzę światełko w tunelu. Uparłam się, że to przeczytam. Dam radę! Co nie zmienia faktu, że bardziej nie czytam, niż czytam i wolę poświęcać czas filmom. 

środa, 26 maja 2021

"Daleko, coraz bliżej" Alex Schulman

Bywa, że po przeczytaniu książki lub obejrzeniu filmu siedzi się w milczeniu. Głowa jest pełna myśli, ale żadnej nie sposób złapać. Wiadomo jedynie, że długo (być może nigdy) nie zapomni się tego tytułu. Miałam tak zaledwie parę razy w życiu. Pierwszy, który pamiętam, to „Requiem dla snu”, poznane na studiach. Umówiłyśmy się we trzy na nocny maraton filmowy i, nie wiedzieć czemu, na początek wybrałyśmy właśnie ten film. Kiedy na ekranie przesuwały się napisy końcowe, wszystkie trzy siedziałyśmy jak otępiałe. To zawieszenie trwało dobre kilka minut, w końcu padło pytanie: „To co, następny?”, a pół sekundy potem zdecydowane: „TAK!” Byle tylko przestać się tak podle czuć. Po „Daleko, coraz bliżej” mam dokładnie tak samo.

sobota, 3 października 2020

"Man size" Daniel Wołyniec

Czytałam „Man size” na raty przez prawie dwa miesiące, ale nie dlatego, że książka mnie nudziła. To prawie 550 stron, których po prostu nie powinno się czytać szybko. Trochę zeszło mi też z recenzją, ale niełatwo pisać, kiedy w głowie chichocze Korwin-Mikke, przewijają się dzieci z Trzeciego Świata, które zazdroszczą sztucznego wąsa, spis cudzołożnic, "wegański syf w stylu falafla" czy moja wyszukiwarka, pełna... dziwnych haseł.

środa, 6 listopada 2019

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik


Kiedy zdarza mi się wypracować 200% normy, jestem taka wykończona, że dostaję głupawki. Miałam tak wczoraj i sądziłam, że to odpowiedni moment na sięgnięcie po książkę, której przeczytałam już wcześniej kilka rozdziałów... i łagodnie mówiąc, nie przypadły mi do gustu. Niestety, nawet rozmiękczona wielogodzinnym wysiłkiem umysłowym nie byłam w stanie cieszyć się lekturą „Cecylio, obudź się!”. Ale ale! Znalazłam kilka plusów i zamieszczam je poniżej:
  • książkę bardzo szybko się czyta
  • okładka idealnie pasuje do treści
  • autorka ma bogaty zasób słownictwa
  • to nie jest najgorsza książka, jaką czytałam
I tu pojawił się kolejny plus:
  • udało mi się ją przeczytać na trzeźwo (i nie tylko dlatego, że Żabka była już zamknięta).

sobota, 24 sierpnia 2019

"Groteska" Natsuo Kirino


Czytanie Natsuo Kirino przypomina mi pobyt w ciemnym, zatęchłym miejscu. W pieczarze o ścianach pokrytych oślizgłą mazią, z grząskim dnem, w którym można stracić but i sufitem, z którego kapie woda. Kiedy wychodzisz na zewnątrz, wciąż masz gęsią skórkę na ramionach. I poczucie, że całe ciało wraz z ubraniem przesiąknęło wilgocią i fetorem zgnilizny. Trzęsiesz się, mimo że świeci słońce, niebo jest czyste i słychać śpiew ptaków.

wtorek, 30 lipca 2019

"Gdzie jesteś, Bernadette" Maria Semple (recenzja przedpremierowa)


Wydawałoby się, że fabuła „Gdzie jest Bernadette” jest prosta – główna bohaterka nagle znika. Wręcz zapada się pod ziemię i to w trakcie ważnego wydarzenia, przed jeszcze ważniejszym wydarzeniem. Miała wyruszyć z rodziną na Antarktydę, na wycieczkę, którą jej córka Bee wymarzyła sobie jako nagrodę za wyniki w nauce. Tylko, że... Bernadette boi się ludzi. Unika wszelkich interakcji i to do tego stopnia, że w tajemnicy przed mężem zatrudnia wirtualną asystentkę z Indii. Tajemnicza Manjula robi za nią zakupy, opłaca rachunki i załatwia recepty na mocne środki przeciw chorobie morskiej. Podróż na Antarktydę przeraża Bernadette tak bardzo, że myśli nawet o wyrwaniu zębów mądrości. Wszystko, byle tylko wykręcić się od konieczności przebywania na jednym statku z obcymi ludźmi. Podobało mi się jej poczucie humoru i cynizm, podziwiałam jej talent i eko podejście, ale przewracając kolejne kartki, coraz bardziej upewniałam się, że bohaterka potrzebuje pomocy. 

piątek, 26 lipca 2019

"Przegwizdane" Aurelie Valognes


- No nie… po pierwsze, kim ty jesteś? I co robisz w mojej kuchni? I nie wolno ci tak do mnie mówić! Co to ma być…
- Przyszłam na obiad! Nie lubię stołówki. Mam na imię Juliette. Będę zwracała się do pana Ferdinand, tak będzie prościej.

Komu w tym momencie przypomniało się „Dzień dobry, przyszłam na obiadek” Gieniusi z „Opium w rosole”, niech prędko podniesie rękę. Niestety, poza tym skojarzeniem nie miałam równie ciepłych. Sielskie anielskie obrazki rodem z kuchni Borejków nijak nie pasują mi do tej opowieści, reklamowanej jako wzruszająca i pokrzepiająca. Szybko się czyta, wciąga, ale nie mogę powiedzieć, że się przy niej ubawiłam.

środa, 3 lipca 2019

"Skok w króliczą norę" Izabela Szolc, Adrianna Michalewska


„Skok w króliczą norę” to zaskakująco mądra, smutna i gorzka książka. Wzięłam ją ze sobą na wyjazd, żeby mieć coś do czytania w razie nudy, a okazała się nie zwykłym „cosiem”, tylko naprawdę dobrą, wartościową powieścią. Nie wiedziałam, że to kolejna część sagi, przez co weszłam w środek (a raczej w końcówkę) historii czterech przyjaciółek, kobiet w okolicach 40-tki. Śledziłam ich dalsze losy, poznałam skutki podjętych decyzji i wraz z nimi zastanawiałam się, jak i kiedy to wszystko tak się pokomplikowało.

wtorek, 18 czerwca 2019

"Zielone jabłuszko" Izabela Sowa


„Mój piękny Panie, raz zobaczony w Technicolorze, piszę do Pana ostatni list...” Od razu skojarzyła mi się z tą książką piosenka często wybierana na pierwszy taniec przez młodych, którzy najwyraźniej nie słuchali jej zbyt uważnie. „Zielone jabłuszko” to w dużej mierze pamiętnik, a raczej listy bohaterki, Ani Kropelki, do wokalisty Kajagoogoo. Mieszkanka bajklandii, jak enigmatycznie nazywa swoje miasteczko, w niewysłanej korespondencji zwierza się Limahlowi, zdradza idolowi swoje smutki. Czuje się samotna, tęskni za mamą, która wyjechała w poszukiwaniu lepszego życia i najwyraźniej je znalazła. Miała wrócić przed Wigilią, ale zamiast niej pojawiają się kolejne, coraz rzadsze paczki.

niedziela, 9 czerwca 2019

"Na Syberię" Per Petterson


„Na Syberię” to historia Dunki bez imienia, wspominającej dzieciństwo i młodość, przeżyte w okresie międzywojennym, w trakcie i po 2 wojnie światowej. Przewija się w niej smutek, tęsknota, samotność, wewnętrzna pustka. I chłód. Czytałam i marzłam razem z bohaterką. Towarzyszyłam jej w domu, gdzie było zimno nawet latem, patrzyłam jej oczami na duńskie krajobrazy, smagane lodowatą morską bryzą. Wszędzie było zimno. Nawet przy czytaniu islandzkich kryminałów nie miałam takiego poczucia, że kartki pokrywa szron.

piątek, 5 kwietnia 2019

"Gdybyś tylko wiedziała" Hannah Beckerman


Jaka to piękna, mądra książka... Mam problem, żeby opisać jej fabułę tak, by nie zdradzić zbyt wiele. Wystarczy jedno niepotrzebne zdanie, jedna informacja więcej i już napiszę za dużo. Więc może tak: „Gdybyś tylko wiedziała” to opowieść o poczuciu winy dręczącym trzy kobiety, matkę i jej córki. Wyrzuty sumienia zżerają je od środka i zatruwają duszę, kładąc się ponurym cieniem na całym ich życiu. Każda z nich uważa, że jest winna tragedii, która wydarzyła się przed wieloma laty. Przeszłość ciąży im podwójnie, bo czują, że nie mogą się z nikim nią podzielić. Muszą milczeć. Dla dobra rodziny. Rodziny, która prawie trzy dekady temu rozpadła się z trzaskiem, a jej członków rozdzieliła cisza pełna bólu. I nienawiści.

wtorek, 1 stycznia 2019

"Porzucony" Alan Philps, John Lahutsky


Gdyby ta książka nie była na faktach, irytowałabym się namnożeniem w niej trudności i przeszkód, jakie blokowały głównemu bohaterowi drogę ucieczki z jego prywatnego piekła. Ileż można wymyślić, co jeszcze się stanie, żeby uniemożliwić mu wyrwanie się z rosyjskiego (a mentalnie wciąż radzieckiego) systemu, który skazał go na cierpienie? Niestety ten scenariusz pisało samo życie.

wtorek, 25 grudnia 2018

"Boże Narodzenie w Lost River" Fannie Flagg


Przewinęło się przez moje ręce parę świątecznych książek, które przeczytałam i bez żalu puściłam w świat. Tej nie oddam. I nie tylko dlatego, że wyszła spod pióra Fannie Flagg, autorki "Smażonych zielonych pomidorów", czyli książki przekochanej, takiej, którą chce się mocno przytulić. Chociaż nie, właśnie dlatego. Ale nie tylko dlatego.

"Boże narodzenie..." to ponowne wydanie książki znanej już czytelnikom jako "Święta z kardynałem". Nie powiem, że nie byłam zaintrygowana tym tytułem. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać - może wigilijnej kolacji na plebanii czy czegoś w tym rodzaju? A tu ani święta, bo akcja trwa dłużej niż kilka dni, ani z księdzem, bo nie o pana w sutannie chodzi. Tym razem Fannie zaprasza nas do Lost River, uroczej miejscowości leżącej w Alabamie, gdzie listy dowozi się łódką, a w lokalnym sklepiku klientów wita sympatyczny i bardzo bystry ptaszek o imieniu Jack. To kardynał, uratowany przez sklepikarza przed smarkaczami z wiatrówką. Dobry duszek sklepu i, jak się później okazuje, całego miasteczka.

piątek, 7 grudnia 2018

"Latte z walerianą" Wanda Szymanowska (recenzja przedpremierowa, dość nietypowa)

Odkąd pamiętam, chciałam być nauczycielką. Męczyłam sąsiadkę, żeby bawiła się ze mną w szkołę - ja ją uczyłam, a ona umierała z nudów. Może już wtedy los mi podpowiadał, że nie tędy droga? Żyłam w tym przeświadczeniu aż do studiów, konkretnie do momentu rozpoczęcia kursu pedagogicznego. Wtedy nadejszła wiekopomna chwila, w której mnie oświeciło, że przecież ja mam żadne podejście do dzieci. Nawet ich nie lubię! Czy naprawdę chcę spędzić życie na użeraniu się z przemądrzałymi uczniami i ich rodzicami, przekonanymi, że wiatr między uszami ich latorośli to wina nauczycieli? Czy naprawdę chcę znosić kąśliwe komentarze tych, co im do szkoły było pod górkę? Tych twierdzących, że profesja nauczyciela to droga mlekiem i miodem płynąca, bo przecież belfrzy mają tyyyleeee wolnego i nic nie robią, tylko odbębniają lekcje z konspektów? Chciałoby się rzec dosadnie, gdzie taka osoba była i co widziała, ale to byłoby niegrzeczne. W każdym razie doznałam oświecenia, dzięki czemu (być może) dłużej pożyję. We względnym spokoju.

niedziela, 11 listopada 2018

"Rozświetlone akwaria" Sophie Bassignac

Z tą książką było dziwnie. Czytałam ją, odkładałam (bo inne zajęcia), później znów brałam do ręki i po przeczytaniu paru kartek ponownie odkładałam. Właściwie była nudna - niespełna 200-stronicowa historia kobiety, która poznaje sąsiada. Mimo to coś mnie do niej ciągnęło i tak trochę na raty, trochę przy okazji ją skończyłam.

Jak widnieje z tyłu okładki, debiutancka powieść Sophie Bassignac to "błyskotliwa wariacja na temat Okna na podwórze Hitchcocka". I faktycznie, czuć ten klimat, nie tylko przez podobieństwo miejsca akcji. Przy czytaniu ciągle miałam przed oczami to konkretne hitchcockowskie (?) podwórze, na które wyglądały okna wszystkich mieszkań. W "Rozświetlonych akwariach" trudno o tajemnice, bo głosy niosą się po ścianach. Rodzinnym kłótniom towarzyszy milczenie sąsiadów, a czasem wymowne zatrzaśnięcie czyjegoś okna.

poniedziałek, 24 września 2018

"Szkoła niezbędnych składników" Erica Bauermeister


Nie przepadam za kuchnią indyjską. Albo inaczej, nie przepadam za kuchnią indyjską serwowaną w polskich restauracjach. Wciąż szukam, ale nie znalazłam jeszcze czegoś, co by mi zasmakowało. Ciągle natrafiam na potrawy mdłe, a jednocześnie ostre - kilka różnych smaków, które nie tworzą spójnej całości. Zupełnie inaczej jest z tą książką. "Szkoła niezbędnych składników" cudownie pachnie! Spowija ją kusząca, stymulująca ślinotok mieszanina aromatów, które przepięknie ze sobą współgrają. Wszystko tu do siebie pasuje, a każdy element jest istotną częścią kompozycji.

niedziela, 9 września 2018

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg


Jedna z moich bliskich koleżanek pierwszy raz obejrzała "Kevina samego w domu" w okolicach 2004 czy 2005 roku, czyli w czasach, kiedy tzw. wszyscy dostawali wysypki na samą myśl o kolejnych świętach z nim. Ja miałam tak ze "Smażonymi zielonymi pomidorami". Ci tzw. wszyscy już je dawno przeczytali, a jeśli nie przeczytali, to obejrzeli ekranizację, kiedy ja nie znałam ani jednego ani drugiego. W końcu nadszedł czas i na mnie. I wiecie co? Cudownie było przekonać się, że tyle lat czekało na mnie coś wspaniałego, coś, przy czym wielokrotnie się uśmiechałam, co napełniło mnie tyloma emocjami i o czym ciągle myślę. Aż szkoda, że już przeczytałam tę książkę i nie mogę przeżyć tego wszystkiego ponownie po raz pierwszy.