Nie
przypuszczałam, że kiedykolwiek będę z szerokim uśmiechem czytać
ostatni rozdział makabrycznego kryminału. I całkiem niedawno
pisałam, że czułam się jak na karuzeli, czytając "Zapisane
w kościach",
bo autor tak zarzucał czytelnika nowymi tropami, że zasypał go
nimi po uszy. Nie wiedziałam, co piszę, bo nie znałam wtedy
Fitzka! To dopiero rollercoaster! Mogę górnolotnie stwierdzić,
że "Pasażer
23" wywołał
we mnie ogrom przeróżnych emocji, od zdziwienia (że istnieją
sposoby dręczenia człowieka, które mnie zaskakują. A na widok
kartki papieru długo jeszcze będę mieć ciarki na plecach), przez
obrzydzenie (czynami dorosłych) po rozbawienie, którego nie
spodziewałam się czuć przy tego typu książce.
