Miałam do tej książki dwa podejścia. Za pierwszym odstawiłam ją na półkę po przeczytaniu kilkunastu stron, wkurzona na autorkę, która (prawnik z zawodu!) tak lekkomyślnie pisze o poważnych oskarżeniach rzucanych przez małą dziewczynkę na Bogu ducha winnego malarza. Drażniła mnie też sama dziewczynka, przemądrzała kłamczucha. Stwierdziłam, że nie zdzierżę takiego rozwydrzonego bachora (tak, napisałam to. Dla mnie niewychowane dziecko to bachor i naprawdę mi nieprzykro określać je w ten sposób) i daję sobie spokój, bo żyłka mi pęknie. I tak stała ta książka na półce, kusząc sympatyczną okładką i odpychając wspomnieniem o mojej irytacji przy czytaniu tejże. Aż w końcu nadszedł dzień, kiedy miałam ochotę na coś raczej lekkiego, niewymagającego - ot tak, do kawy i ciastka. Przeglądnęłam swój zbiorek i dałam "Gwiazdom w ogrodzie" drugą szansę.
