Kiedy
zdarza mi się wypracować 200% normy, jestem taka wykończona, że
dostaję głupawki. Miałam tak wczoraj
i sądziłam, że to odpowiedni moment na sięgnięcie po książkę,
której przeczytałam już wcześniej kilka rozdziałów... i
łagodnie mówiąc, nie przypadły mi do gustu. Niestety, nawet
rozmiękczona wielogodzinnym wysiłkiem umysłowym nie byłam w
stanie cieszyć się lekturą „Cecylio, obudź się!”. Ale
ale! Znalazłam kilka plusów i zamieszczam je poniżej:
- książkę bardzo szybko się czyta
- okładka idealnie pasuje do treści
- autorka ma bogaty zasób słownictwa
- to nie jest najgorsza książka, jaką czytałam
I
tu pojawił się kolejny plus:
- udało mi się ją przeczytać na trzeźwo (i nie tylko dlatego, że Żabka była już zamknięta).
