Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Nurowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Nurowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 maja 2018

"Listy miłości" Maria Nurowska

Czasem nachodzi mnie refleksja, że współcześni (nie tylko polscy) pisarze nie mają już takiej łatwości operowania słowem jak ci starsi wiekiem i stażem, przez co tworzą powieści grubsze. Nie potrafią zawrzeć myśli w jednym czy dwóch zdaniach - zabiera im to pół strony bądź więcej. Czy to źle? Niekoniecznie, po prostu czasem mi żal. I nie chodzi mi tu o geniusz zamykania całej historii w jednym zdaniu jak u Hemingwaya ("Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nienoszone"), tylko o lekkość słowa, giętkość, zwięzłość. Nieczęsto ją dziś widuję.

Refleksja naszła mnie kolejny raz po lekturze "Listów miłości" Marii Nurowskiej. Przeczytałam je w niedzielny poranek na balkonie. Skończyłam, nim ostatnia smuga słońca opuściła płytki (północna strona bloku) i nie mogłam już wygrzewać się na nich jak jaszczurka. Odłożyłam książkę, usłyszałam: "No i jak?" Westchnęłam i odpowiedziałam: "Nie wiem co mam o niej myśleć". Ledwo ponad 200 stron, a tak zmusza do dumania nad historią, męczy i nie daje spokoju.

poniedziałek, 5 lutego 2018

"Rosyjski kochanek" Maria Nurowska


Jak to swego czasu śpiewała Pidżama Porno: "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości..." Można powiedzieć, że o tym jest ta książka - o strachu przed poddaniem się uczuciu. Bo wiek, bo skóra nie ta, bo tak nie można/nie wypada. Bo to nie ma szans, przecież on na pewno zaraz się zorientuje, że ona wcale nie jest cudowna. Tylko musi przyjrzeć się jej uważniej i zobaczyć to, co ona widzi w sobie całe życie. Ewentualnie spojrzeć na nią oczami byłej kochanki o słodkiej, pustej główce, w której nawet na moment nie zakwitnie myśl, że mogłaby zostać wymieniona na model starszy o 20 lat.