Trzydziestoparoletni londyńczycy postanawiają wyruszyć w wielką podróż po Europie. Tak sobie wymyślili, bo później czeka ich już tylko ustatkowane życie. Wiecie, małżeństwo, dzieci, takie tam rzeczy, które nie pozwalają na przyjemności. Zwiedzają wiele krajów i świetnie się bawią, aż trafiają do Rumunii, a tam... Na oddalonej od świata stacji kolejowej zostają wyrzuceni z pociągu, bo jechali bez biletów, a paszporty im skradziono. Ogólnie mają przekichane. Wędrują przez szemrane rejony, by finalnie znaleźć się w lesie, przy starej chacie, z której słychać przeraźliwe krzyki. Szczerze mówiąc, brakowało mi jeszcze wyjących w oddali wilków, pełni księżyca i mgły. Albo burzy. I koniecznie zamku nad przepaścią.
