Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yrsa Sigurdardóttir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yrsa Sigurdardóttir. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2023

"Trzeci znak" Yrsa Sigurdardóttir


Niczego nie przeczytałam, więc wrzucam starą recenzję, żeby blog mi się nie przykurzył ;)

W końcu nadszedł czas na pierwszą część serii o Thorze Gudmundsdottir, prawniczce z Islandii. Wreszcie dowiedziałam się czemu zarówno ona, jak i jej wspólnik Bragi biernie znoszą niekompetentną i bezczelną sekretarkę ich kancelarii, Bellę, zamiast ją wyrzucić, zasadzając na pożegnanie porządnego kopniaka. Można uznać to za ironię losu lub skwitować: pierwsze śliwki robaczywki.

niedziela, 24 marca 2019

"Niechciani" Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardottir kolejny raz opowiada nam historię splecioną z dwóch linii czasowych. Jedna, współczesna, jest poświęcona Ódinnowi, który z weekendowego ojca w ekspresowym tempie musi zmienić się w rodzica na całą dobę i wraz z nastoletnią córką Rún przejść żałobę po śmierci byłej żony. Druga, wiodąca do lat 70-tych, na odludzie w Krókur, jest dużo mroczniejsza. Opowiada o domu wychowawczym dla chłopców, prowadzonym przez małżeństwo na pokaz bogobojne, a w rzeczywistości wyrachowane i okrutne. Pracująca w nim młoda dziewczyna o imieniu Aldis marzy o lepszym życiu. Odkrywa kolejne ponure sekrety, zarówno samego ośrodka, jak i jego właścicieli oraz wychowanków. Ona także ma swoje tajemnice i demony, z którymi w końcu musi się zmierzyć. Czy starczy jej odwagi? Czy się przełamie i pokona gniew, który wyżera jej serce, czy znów przyjdzie jej uciekać?

czwartek, 2 listopada 2017

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardóttir... Widząc to nazwisko na okładce, kupuję w ciemno. Wiem, że się nie rozczaruję, wiem, że znowu dostanę kawał porządnej książki. Wciąż jestem pod tak samo dużym wrażeniem tego, jak autorka konstruuje swoje opowieści, jak je projektuje. Oczyma wyobraźni widzę, jak stoi przy wielkiej tablicy i rozrysowuje wykresy fabuły, tworząc złożone równania. W okolicach połowy wątki zaczynają się powoli zazębiać, jeden pociąga za sobą kolejne, by machina mogła ruszyć. I rusza, niczym tuwimowska lokomotywa, nabierając rozpędu, aż wreszcie, na końcowej stacji, pasażerowie opuszczają wagony stojące w kłębach pary. Wątki zostają wyjaśnione, wszystkie elementy dopasowane jak obraz z puzzli, który możemy już z dumą powiesić na ścianie. Napięcie opada. Opowiadając historię Yrsy, łatwiej byłoby ją rozrysować niż opisać słowami. Porządna - nie wiem czy ucieszyłaby się na takie określenie jej książki, ale dla mnie to wielki komplement.