Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledztwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledztwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2023

"Bagno" Przemysław Piotrowski

O „Bagnie” słyszałam już jakiś czas temu, ale upłynęło sporo wody, zanim wybrałam się do biblioteki. I powiem, że dawno nie bawiłam się tak dobrze przy czytaniu. Kompletnie mi nie przeszkadza, że to piąty tom serii. Nie miałam żadnych trudności z orientacją w świecie Igora Brudnego, ale jeśli wolicie czytać po kolei, zacznijcie od „Piętna”.

sobota, 14 stycznia 2023

"Siódmy dzień" Jens Høvsgaard

Kiedy historię rozpoczyna wisielec, mało kto nie będzie zaintrygowany. Długo nie mogłam sobie przypomnieć, w jakiej książce się z tym spotkałam, aż wreszcie mnie olśniło. „Czas zapłaty” Johna Grishama! Świetna, wciągająca, niekiedy trąciła myszką, ale nie na tyle, żeby odpychać od dalszego czytania. W trakcie lektury zdążyłam obejrzeć „Bielmo” z Christianem Bale(m?) i tam też punktem początkowym było ciało wiszące pod konarem. Dwa godne polecenia przykłady oraz trzeci, który mógł być przynajmniej dobry, skoro miał taką bazę. Tymczasem „Siódmy dzień” okazał się nudny, jałowy, nieciekawie opowiedziany i męczący. Co poszło nie tak?

niedziela, 3 lipca 2022

"Nie wierzcie jej" Jane Heafield (recenzja przedpremierowa)

„Poznacie dwie wersje tej historii. Musicie jednak wiedzieć, że Mary kłamie. Dlatego nie wierzcie jej, nie wierzcie w ani jedno słowo. Tylko moja opowieść jest prawdziwa. A wszystko zaczęło się od perfidnego oskarżenia...”

„Każde słowo, które wypluwa z siebie Lucy, jest kłamstwem. Weźcie jej łgarstwa i spalcie, a popiół zakopcie. Nie wierzcie jej: teraz, wtedy, nigdy. Usłyszycie ode mnie prawdę na temat tego, co zaszło; nie jedną z wersji zdarzeń, prawdę. A wszystko zaczęło się od okropnego przeczucia, że coś jest nie w porządku...”

sobota, 9 kwietnia 2022

"Echo Man" Sam Holland (recenzja przedpremierowa)

Od paru lat odczuwam przesyt nowymi filmami. Wydają mi się niemiłosiernie wtórne, a do tego przepełnione bodźcami, przez co męczą, zamiast angażować. Kiedyś uwielbiałam filmy S-F, a dzisiejsze zwyczajnie mnie nudzą. Włączcie mi najnowsze produkcje Marvela, a nie zdążycie nawet nakryć mnie kocem. Zasnę zaraz po wyświetleniu tytułu. Z nowymi książkami niestety bywa podobnie. Ale żeby nie wyszło, że narzekam, bo kiedyś były czasy, teraz nie ma czasów, przejdźmy do tematu. Do książki skazanej na sukces.

sobota, 18 lipca 2020

"Jedyne wyjście" Ryszard Ćwirlej

„Ile dałbym, by zapomnieć cię,
Wszystkie chwile te, które są na nie,
Bo chcę (bo chcę) nie myśleć o tym już,
Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz”.

Nie jestem ostatnio w zbyt optymistycznym nastroju, ale mimo wszystko spróbuję podejść do tematu z optymizmem. Mam gorącą nadzieję, że „Jedyne wyjście” to moje największe rozczarowanie 2020 roku i już do grudnia nie będę mieć (nie)przyjemności obcowania z równie nudną książką. Męczyłam ją ponad miesiąc, czytając na raty – włącznie z metodą kibelkową – żeby wreszcie skończyć i mieć z głowy. Straciłam na nią czas, w którym spokojnie przeczytałabym ze trzy inne.

piątek, 1 maja 2020

"Na progu zła" Louise Candlish


„Powieść Louise Candlish to hipnotyzujący thriller psychologiczny o ludziach ogarniętych obsesją posiadania”.

Halo halo! Prze państwa, czy my lecimy tym samym samolotem? Wygląda na to, że w moje ręce trafił kolejny tytuł, który reklamowano jako groźnie ryczącego lwa, a okazał się puchatą kicią. Zacznijmy od tego, że najnowsze dzieło Louise Candlish nie dołączyło do grona książek, które zmusiły mnie do zarwania nocy, czy nie pozwoliły się oderwać aż do ostatniej strony. Czytało się miło i szybko, ale z powodu prostego języka, nie elektryzującej fabuły. Jako obyczajówka ta powieść jest świetna, ale jako thriller w ogóle jej nie kupuję. 

niedziela, 5 kwietnia 2020

"Zabobon" Ahsan Ridha Hassan


Lubię zdania napęczniałe od wielosensów. Treść właściwą zaplątaną w dygresjach, gdy akcja stoi w miejscu, mimo poruszenia dziesiątek tematów. Ale zdaję sobie sprawę, że ten niekończący się strumień świadomości, myślowy „patataizm” może zmęczyć. Zamiast porwać czytelnika z nurtem rzeki, może go sponiewierać, poobijać po kamieniach i wyrzucić na brzeg, obolałego i ciężko łapiącego oddech. Dodajmy do tego, że dziś dobra książka to dla wielu taka, która „szybko się czyta”. Z tego powodu „Zabobon” nie ma szans przypaść do gustu masowemu odbiorcy.