Znalazłam w bibliotece zbiór opowiadań autorki, która przekonała mnie do siebie Dorą Wilk, a wcześniej Magdą Garstką. Zbiór cudnie wydany, z okładką, do której same wyciągnęły mi się ręce. Przeczytałam opis i stwierdziłam, że musi mi się spodobać. Miało być ciepło, puchato i z girl power. Miało być z pazurem, skoro w recenzjach pojawił się zarzut, że to feministyczny bełkot. Miało być pięknie, a wyszło, jak wyszło.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkie czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkie czytanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 8 marca 2025
wtorek, 11 października 2022
"Nie mogę się doczekać... kiedy wreszcie pójdę do nieba" Fannie Flagg (i ogłoszonko)
Milutka, słodka, choć w niektórych momentach mocno przecukrzona. Aż chrzęści w zębach. Sięgnęłam po nią, bo chciałam się otulić, ogrzać, ogólnie mówiąc poprawić sobie nastrój. Czy spełniła swoje zadanie?
niedziela, 5 września 2021
"Powrót do Whistle Stop" Fannie Flagg
Większość ludzi ciepło wspomina dzieciństwo czy wczesną młodość. Życie było wtedy prostsze, problemy mniejsze, a świat jakiś taki bardziej przyjazny. Niejedna osoba fantazjowała o cofnięciu się w czasie. Czyż nie byłoby cudownie naprawić błędy lub przeżyć coś jeszcze raz – tylko tym razem lepiej? Fannie Flagg to zrobiła, z tym że... Niektóre marzenia powinny zostać wyłącznie marzeniami.
wtorek, 15 września 2020
"Morderców tropimy w czwartki" Richard Osman (zapowiedź)
Troszkę mi się blogowo przysnęło, a na sen zimowy zdecydowanie zbyt wcześnie. Póki nie skończę czytać pewnej książki, wrzucam tu coś, czego wcześniej nie wrzucałam. To zapowiedź komedii kryminalnej, która ukaże się 14 października i którą być może przeczytam. Jeśli wydawnictwo (konkretnie Muza) mi ją wyśle ;) Pozwolę sobie zamieścić opis-gotowca. Bo czemu nie.
Coopers
Chase jest ekskluzywnym ośrodkiem dla seniorów, zbudowanym na
terenie byłego klasztoru. To właśnie tu co tydzień odbywają się
zebrania Czwartkowego Klubu Zbrodni. Jego członkowie to czwórka
pozornie niedobranych przyjaciół: Joyce, była pielęgniarka z
zamiłowaniem do wypieków, Elisabeth, przebojowa staruszka w
przeszłości pracująca dla wywiadu, Ibrahim, były psychiatra
zgłębiający najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu, oraz Ron,
dawniej aktywista związkowy, ojciec znanego boksera. Przy lampce
wina i talerzyku herbatników omawiają przypadki morderstw, których
nie udało się wyjaśnić policji.
Kiedy
lokalną społecznością wstrząsa wiadomość o śmierci
dewelopera, który ze wspólnikiem planował przebudowę
przyklasztornej kaplicy na apartament, co wiązało się z licznymi
protestami, klub detektywów amatorów wreszcie ma szansę się
wykazać. Czworo z pozoru zwykłych emerytów, których łączy
zamiłowanie do rozwiązywania kryminalnych zagadek, z entuzjazmem
rozpoczyna prywatne śledztwo. I
chociaż zbliżają się do osiemdziesiątki,
to
wciąż stać ich na niejedną sztuczkę, dzięki której mogą
stanąć w szranki z policją.
Niektórzy już wiedzą, że z komedią kryminalną niezbyt mi po drodze. Sięgałam po ten gatunek kilkukrotnie i za każdym razem było to rozczarowanie. Ale ciągle wierzę, że trafię na historię, która będzie zabawna, lecz nie infantylna, z bohaterami śmiesznymi, a nie durnymi. Wciąż mam nadzieję, że gdzieś jest autor, z którym poczuję flow. Będę przerzucać kolejne strony, chichotać i czytać co lepsze fragmenty swojemu chłopu, żeby pośmiał się razem ze mną. I będzie to komedia, a nie jeden z kryminałów Sebastiana Fitzka.
Zaintrygowała mnie ta książka, bo:
- Jacek Galiński pisze na jej temat to, co można wyczytać z powyższego obrazka (planuję w najbliższym czasie poznać Zofię, bo autor przypadł mi do gustu jako człowiek. Jakkolwiek to brzmi)
- brytyjski humor
Brytyjski humor nie jest mi obcy, choć traktuję go ambiwalentnie. "Zgon na pogrzebie" mi się podobał, z kolei Monty Python czasem jest dla mnie za bardzo. Za dużo. O jeden krok za daleko. Ale olłejs luk on de brajt sajt of lajf, tiru riru bardzo szanuję, nołbadi ekspekts de spanisz inkłizyszyn zawsze mnie rozbraja, podobnie jak Morderczy Królik czy Tis But A Scratch. Więc spróbuję i zobaczymy. Ja jestem zainteresowana, a Wy?
środa, 6 listopada 2019
"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik
Kiedy
zdarza mi się wypracować 200% normy, jestem taka wykończona, że
dostaję głupawki. Miałam tak wczoraj
i sądziłam, że to odpowiedni moment na sięgnięcie po książkę,
której przeczytałam już wcześniej kilka rozdziałów... i
łagodnie mówiąc, nie przypadły mi do gustu. Niestety, nawet
rozmiękczona wielogodzinnym wysiłkiem umysłowym nie byłam w
stanie cieszyć się lekturą „Cecylio, obudź się!”. Ale
ale! Znalazłam kilka plusów i zamieszczam je poniżej:
- książkę bardzo szybko się czyta
- okładka idealnie pasuje do treści
- autorka ma bogaty zasób słownictwa
- to nie jest najgorsza książka, jaką czytałam
I
tu pojawił się kolejny plus:
- udało mi się ją przeczytać na trzeźwo (i nie tylko dlatego, że Żabka była już zamknięta).
środa, 27 marca 2019
"Prosty układ" K.A. Figaro (recenzja przedpremierowa)
Jak
tupet i bezczelność są dziś często mylone ze szczerością i
bezpośredniością, tak pożądanie w erotykach bywa mylone z
miłością, a toksyczna znajomość – z pełnym pasji związkiem.
Przybywa książek o relacjach, które mają być płomienne, a są
wyniszczające i bohaterów, którzy nie potrafią stworzyć
normalnego związku, tylko wzajemnie się ranią. Tak jakby namiętny
związek nie mógł być związkiem zwyczajnym, bez bólu i łez, bez
zerwań i powrotów. Albo kochamy i cierpimy, albo jest nudno,
a motylki leżą na parapecie nóżkami do góry. Szkoda, że erotyk,
który dziś recenzuję, wpisuje się w ten trend...
niedziela, 28 października 2018
"Agatha Raisin i wredny weterynarz" M.C. Beaton
Przy okazji ostatnich książkowych zakupów postanowiłam dać szansę kilku autorom, których wcześniej nie kojarzyłam. No i miałam ochotę spróbować czegoś lekkiego, niewymagającego. Ot takiego w sam raz na raz, na odstresowanie się. Tym sposobem w moim koszyku znalazła się "Agatha Raisin i wredny weterynarz", druga część serii poświęconej detektyw(ce)-amatorce w średnim wieku, zakręconej jak słoik korniszonów. Czemu druga? Przez tytuł sugerujący, że w książce przewinie się przynajmniej jeden zwierzak.
Nie było łatwo. Kolejne kartki przekładałam z coraz większą irytacją, kręcąc głową nad głupotą głównej bohaterki. Tytułowa Agatha to pani na emeryturze, a przy mężczyznach (zwłaszcza sąsiedzie) traci rozum. Nie przepadam za historiami ludzi, którzy wpadają w tarapaty z własnej winy, postępują nielogicznie i są naiwni, czym niemiłosiernie mnie drażnią. Pewnie bym zarzuciła tę książkę, gdyby nie zdążyła mnie rozśmieszyć już na 15. stronie. Kontynuowałam czytanie, wciąż kręcąc głową i wzdychając nad poczynaniami Agathy. Nawet nie wiem, kiedy skończyłam - do tego w świetnym humorze. Choć nie przeczę, że mogło mieć w tym udział popijane w międzyczasie wino. Wyjątkowo mi podeszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






