Na początek małe wyjaśnienie w sprawie zdjęcia. Wszystkie okładki „Kochanka”, na jakie natknęłam się w sieci, są przeokropne. Tak samo jak okładka egzemplarza, który wypożyczyłam z biblioteki. Ponieważ będę często nawiązywać do ekranizacji, pozwoliłam sobie sięgnąć po zdjęcie z jednej z najsłynniejszych scen z tego filmu.
sobota, 24 grudnia 2022
piątek, 4 marca 2022
W gorszym czasie
Nie idzie mi czytanie. Zabrałam się za trzy książki i każda mnie w jakiś sposób odpycha. „Była sobie rzeka” jest piękna i tak spokojnie sobie płynie (jak rzeka), ale jakoś nie na miejscu mi ją teraz czytać. „Republikę smoka” od tygodnia pokrywa kurz. Kompletnie nie mam ochoty po nią sięgać, choć sama książka niczemu nie winna. Ostatnia natomiast, „Oswobodzenie Dzikiej Kobiety”, to dla mnie prawdziwa katorga. Bardzo chciałam, żeby nie okazała się peanem pochwalnym na cześć Maryi, tylko opowiadała o żeńskiej sile. Bardzo chciałam, żeby autorka „Biegnącej z wilkami” mnie nie rozczarowała. Tymczasem wygląda na to, że na stare lata zmieniła się w egzaltowaną nawiedzoną. W pierwszej chwili miałam napisać „dewotkę”, ale nie do końca tu pasuje. W każdym razie przebrnęłam przez połowę i już widzę światełko w tunelu. Uparłam się, że to przeczytam. Dam radę! Co nie zmienia faktu, że bardziej nie czytam, niż czytam i wolę poświęcać czas filmom.
środa, 23 lutego 2022
"Rambo Pierwsza krew" David Morrell
Od przeczytania mija już drugi tydzień, a ja wciąż dumam. Czy polubiłam (wreszcie) ekranizację. Co uważam za lepsze – książkę czy film. Jak ubrać w słowa wszystkie emocje wywołane przez lekturę. Zamiast odpowiadać na te pytania, sama zadam jedno. Czy jest na sali ktoś, kto nie zna Johna Rambo? Dam sobie rękę uciąć, że przynajmniej kojarzycie to nazwisko. Przejdźmy do treści właściwej, czyli mojej subiektywnej opinii, zanim usłyszę w głowie głos Czarka Pazury („I wiesz co? I bym teraz, kur.a, nie miał ręki!”).
Trudno mi pisać o książce bez odnoszenia się do filmu i chyba nie będę się na to silić. O ile nie wszyscy, o tyle większość i tak najpierw oglądała ekranizację. Jeśli chodzi o mnie, nigdy za nią nie przepadałam. Do połowy „Rambo Pierwsza krew” był dla mnie przykry w odbiorze. Dopiero później, gdy akcja nabierała rozpędu, oglądałam prawie z przyjemnością. Zabierając się za pierwowzór, oczekiwałam, że poznam powody tak bezwzględnego traktowania bohatera przez szeryfa oraz jego podwładnych. Być może je zrozumiem i zmienię o nich zdanie – oraz o samym Rambo. Czy zmieniłam?
