Dawno nie byłam w bibliotece, o czym przypomina mi jedna z kuchennych szuflad. Wysypują się z niej nakrętki. Zwykle właśnie tam je odnoszę, ale od paru miesięcy jakoś mi nie po drodze. Z samym czytaniem nie jest lepiej i to z kilku powodów. Życie w cudacznym połączeniu z prokrastynacją pochłania mnie tak bardzo, że mało czytam, a kiedy już coś skończę, nie chce mi się pisać dłuższej recenzji. Po części głowę zajmuje mi też nowy projekt. Ale żeby blog nie porastał mi kurzem (co, zresztą, już czyni), wrzucam kilka słów o tym, co udało mi się ostatnio przeczytać.
Wahałam się nad oceną 6 i 7, bo nie jest to najlepsze dzieło Króla, które miałam w ręce, ale i tak czytało mi się bardzo dobrze. Sparzona kilkukrotnie pracami współczesnych tłumaczy, tutaj pokiwałam z uznaniem głową. Świetna robota!
Zauważyłam, że tę książkę wrzucono na LC co najmniej do kilku kategorii, w tym do horroru (inne wydanie). Nie wiem, czym się kierowała osoba wrzucająca, ale radzę się przewietrzyć. Po mojemu "Ostatni bastion Barta Dawesa" to thriller, a nawet powieść psychologiczna, bo mało się dzieje, ale głównemu bohaterowi w głowie harcuje stado chomików.
Jeśli chodzi o fabułę, to historia o upadku człowieka. Upadku pod każdym względem, bo tytułowy Bart Dawes po kolei traci wszystko włącznie z rozumem. Czekałam na to, co było nakreślone już na pierwszych stronach.
Wolałabym, żeby Stephen King rozszerzył kilka wątków, żeby było jeszcze bardziej psychologicznie. Brzmi nudno? Bynajmniej, po prostu nie byłoby to to, do czego przyzwyczaił czytelników.
