Oj, nie miałyśmy do siebie szczęścia, ani ta książka do mnie, ani ja do niej. Ona – bo była następna w kolejce po świetnej, nomen omen, „Ty będziesz następna”. Ja – bo zraziły mnie pierwsze rozdziały, a konkretnie ich kiepski styl. Nie pomogło nawet poczucie obowiązku ani próby przemówienia sobie do rozsądku, że może to nie wina autorki, tylko tłumaczenia. Zapał do czytania zgasł mi jak pet na deszczu. Odkładałam książkę, kiedy mogłam i tak minął ponad miesiąc. Przeczytałam w międzyczasie dwie inne, a w końcu trzeba było się przemóc i potraktować lekturę jak przykre, lecz konieczne zadanie do wykonania.
