Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Islandia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2025

"Plaże cudów" Arnaldur Indridason

 

„Karanie nie było jego celem. Ani zapełnianie więzień nieszczęśliwymi ludźmi. Jego celem było dotarcie do prawdy. Drogę wyznaczało mu zawsze poszukiwanie odpowiedzi na nękające go pytania. Znajdowanie tego, co się zgubiło, co zostało zapomniane, i czego nigdy nie odnaleziono”.

Wypożyczyłam „Plaże cudów” z jednego powodu – chciałam się dowiedzieć, czy Erlendur w końcu znajdzie brata. I spokój. Był tylko jeden egzemplarz na ponad 50 filii bibliotecznych, więc jechałam po niego przez pół miasta. Jako że pogoda dopisała, przycupnęłam na moment w parku i nacieszyłam oczy widokiem fontanny. Poznanie finału historii i krótki pobyt na łonie natury to – niestety – jedyne zalety przeczytania tej książki.

niedziela, 8 stycznia 2023

"Trzeci znak" Yrsa Sigurdardóttir


Niczego nie przeczytałam, więc wrzucam starą recenzję, żeby blog mi się nie przykurzył ;)

W końcu nadszedł czas na pierwszą część serii o Thorze Gudmundsdottir, prawniczce z Islandii. Wreszcie dowiedziałam się czemu zarówno ona, jak i jej wspólnik Bragi biernie znoszą niekompetentną i bezczelną sekretarkę ich kancelarii, Bellę, zamiast ją wyrzucić, zasadzając na pożegnanie porządnego kopniaka. Można uznać to za ironię losu lub skwitować: pierwsze śliwki robaczywki.

sobota, 3 lipca 2021

"Jezioro" Arnaldur Indridason


Trup z szafy potrafi wypaść nawet po wielu latach. Te konkretne zwłoki, z książki, ukazały się przypadkowym oczom, kiedy drastycznie obniżył się poziom wody w jeziorze Kleifarvatn. Tkwiły na dnie całe lata, obciążone radzieckim sprzętem szpiegowskim. Aparatura przygniatała je dosłownie i w przenośni, jako symbol zdrady i hańby, coś na podobieństwo publicznie ścinanych włosów kochanek nazistów, czy wozu z gnojem, na którym tryumfalnie wywieziono Jagnę z "Chłopów".

niedziela, 9 sierpnia 2020

"Zimny wiatr" Arnaldur Indridason


Arnaldur, jak to Arnaldur, moim zdaniem zawsze pisze dobrze, więc zawsze warto go polecić. Jednak „Zimny wiatr” nie wciągnął mnie tak jak inne części serii. Nie wiem, może ta była bardziej... hm, przegadana? Smutniejsza? Jakaś taka melancholijna? W każdym razie czegoś jej brakowało.

piątek, 31 stycznia 2020

"W bagnie" Arnaldur Indridason


Pada. Ciągle pada, jakby nie miało nigdy przestać, jakby słońce przyduszone chmurami już nigdy nie miało zaświecić. Niebo zlewa się z ziemią, mieszając w jedną beznadziejną szaroburą rzeczywistość.  W zaniedbanym domu, gdzie śmierdzi, "jakby mieszkali tu koniarze", leżą zwłoki starca z rozbitą głową. Na piersi trupa zabójca zostawił kartkę z tajemniczym napisem "Ja to on". Smród roznosi się nie tylko po wnętrzach domu. Wyłazi spod podłogi jak chmara robactwa, rozlewa się tak intensywnie, że dociera do sąsiadów. W rzeczywistości zalęgnął się tutaj wiele lat temu, żeby przykryć stare grzechy. Trwał w uśpieniu, przeczekując kolejne osunięcia domu niżej, w głąb bagnistego podłoża. Aż do teraz.

niedziela, 24 marca 2019

"Niechciani" Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardottir kolejny raz opowiada nam historię splecioną z dwóch linii czasowych. Jedna, współczesna, jest poświęcona Ódinnowi, który z weekendowego ojca w ekspresowym tempie musi zmienić się w rodzica na całą dobę i wraz z nastoletnią córką Rún przejść żałobę po śmierci byłej żony. Druga, wiodąca do lat 70-tych, na odludzie w Krókur, jest dużo mroczniejsza. Opowiada o domu wychowawczym dla chłopców, prowadzonym przez małżeństwo na pokaz bogobojne, a w rzeczywistości wyrachowane i okrutne. Pracująca w nim młoda dziewczyna o imieniu Aldis marzy o lepszym życiu. Odkrywa kolejne ponure sekrety, zarówno samego ośrodka, jak i jego właścicieli oraz wychowanków. Ona także ma swoje tajemnice i demony, z którymi w końcu musi się zmierzyć. Czy starczy jej odwagi? Czy się przełamie i pokona gniew, który wyżera jej serce, czy znów przyjdzie jej uciekać?

czwartek, 14 marca 2019

"Kata" Steinar Bragi


"Zły to ptak, co własne gniazdo kala" - to stare przysłowie jest idealnym przykładem dulszczyzny. Źle się u nas dzieje, ale po co o tym mówić? Siedź cicho, jak my. Oj, dostało się Bragiemu za otwarte pisanie o traktowaniu kobiet w Islandii. Książką pt.: "Konur" ("Kobiety") obraził uczucia narodowe Islandczyków, kujnął w islandzkie dupki tak celnie i boleśnie, że masy "sonów" i "dottirów" (choć zakładam, że głównie "sonów") podniosły larum, że jak tak można. Jak on śmiał?! Gardłowano z oburzeniem, że pokazał światu prawdę o rodakach i pobrudził ich upudrowane buźki. Tupet islandzkiego społeczeństwa to fenomen socjologiczny, coś na podobieństwo złapanego za rękę złodzieja, który krzyczy wniebogłosy, że został złapany. A może to po prostu ludzkie? Ta zagniewana obłuda atakująca nie winowajców, a tych, którzy wskazują ich palcem?

sobota, 12 stycznia 2019

"Grobowa cisza" Arnaldur Indridason


Są kobiety, które bez mężczyzny gasną. A jeśli do tego nie zaznały miłości w domu rodzinnym i nie wiedzą, jak powinna wyglądać prawidłowa relacja, gasną podwójnie, póki ktoś nie zwróci na nie uwagi. Złaknione ciepła, czepiają się łapczywie skrawków uczucia i często nie zauważają, że zostały wybrane, bo były słabe, kruche. Bezbronne. Kiedy orientują się, że idealnie wpasowały się w rolę ofiary, nierzadko jest już za późno. Przeglądają się w oczach wybawiciela-oprawcy i widzą to, co on. Gardzą sobą i, zamiast szukać pomocy, wstydzą się i ukrywają swój ból i strach przed światem. Aż dochodzi do tragedii.

niedziela, 5 sierpnia 2018

"Hipotermia" Arnaldur Indridason


Że Arnaldur jest bolesny, wiedziałam od dawna. Miałam świadomość tego, że potrafi wyssać z czytelnika dobrą energię jak dementor, że skłania do patrzenia na świat jak na miejsce wyjałowione zarówno z kolorów, jak i uczuć, szare, pełne beznadziei i rozpaczy, ewentualnie rezygnacji. Świetnie pamiętam swój nastrój po skończeniu "W bagnie". Do lektury "Jeziora" i "Głosu" byłam już, że tak powiem, odpowiednio nastawiona. Jednak nie spodziewałam się takiej dawki przygnębienia, jakie spadło na mnie po przeczytaniu "Hipotermii".

czwartek, 2 listopada 2017

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardóttir... Widząc to nazwisko na okładce, kupuję w ciemno. Wiem, że się nie rozczaruję, wiem, że znowu dostanę kawał porządnej książki. Wciąż jestem pod tak samo dużym wrażeniem tego, jak autorka konstruuje swoje opowieści, jak je projektuje. Oczyma wyobraźni widzę, jak stoi przy wielkiej tablicy i rozrysowuje wykresy fabuły, tworząc złożone równania. W okolicach połowy wątki zaczynają się powoli zazębiać, jeden pociąga za sobą kolejne, by machina mogła ruszyć. I rusza, niczym tuwimowska lokomotywa, nabierając rozpędu, aż wreszcie, na końcowej stacji, pasażerowie opuszczają wagony stojące w kłębach pary. Wątki zostają wyjaśnione, wszystkie elementy dopasowane jak obraz z puzzli, który możemy już z dumą powiesić na ścianie. Napięcie opada. Opowiadając historię Yrsy, łatwiej byłoby ją rozrysować niż opisać słowami. Porządna - nie wiem czy ucieszyłaby się na takie określenie jej książki, ale dla mnie to wielki komplement.