„Nietrudno
było dostrzec w jej słowach uniwersalną ludzką tęsknotę za
znaczeniem, której się z jakiegoś powodu po niej nie
spodziewałam – niesłusznie, przyznaję. Trudno człowiekowi
przejść przez życie bez poczucia sensu. Uciekamy się do
rozmaitych określeń – siły wyższej, cudu – wciąż jednak
chodzi o sens życia, o znak, kierunek, wskazówkę”.
Jak można przeczytać na okładce, „Ciało z jej ciała” to „historie ludzi, którzy podarowali komuś część siebie”. W tym króciutkim opisie zawiera się właściwie cała treść książki. Autorka sama przeszła transplantację, a potem postanowiła poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego dawcy zostali dawcami. Skontaktowała się z wieloma osobami, z niektórymi na żywo, z niektórymi wyłącznie mailowo czy telefonicznie. Z niektórymi wcale. Do dziś wyrzuca sobie brak choćby listu, choćby pocztówki z podziękowaniami, którą powinna wysłać do rodziny zmarłego dawcy pierwszej nerki. Dawczynię drugiej poznała osobiście. Ona była ogniwem, które niczym łańcuch pociągnęło za sobą dalsze działania – wyruszenie w podróż dosłowną oraz emocjonalną.