W końcu uporałam się z tym reportażem. Uporałam się, bo to nie było czytanie, lecz męka. Za każdym razem przełamywałam się, żeby przeczytać choć kilka stron. Dać się skrzywdzić kolejny i kolejny raz relacjami ze szpitali psychiatrycznych, wizyt w publicznych i prywatnych gabinetach, obojętnością nauczycieli, partactwem wychowawców, psychologów, psychiatrów... Nie chciałam tego czytać, a jednocześnie wiedziałam, że muszę. Historie bohaterów „Szram” powinny być poznane. Nieważne, że boli. Jesteśmy im to winni jako społeczeństwo, jako system, który co rusz zawodzi.
