Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męska książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męska książka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2020

"Jedyne wyjście" Ryszard Ćwirlej

„Ile dałbym, by zapomnieć cię,
Wszystkie chwile te, które są na nie,
Bo chcę (bo chcę) nie myśleć o tym już,
Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz”.

Nie jestem ostatnio w zbyt optymistycznym nastroju, ale mimo wszystko spróbuję podejść do tematu z optymizmem. Mam gorącą nadzieję, że „Jedyne wyjście” to moje największe rozczarowanie 2020 roku i już do grudnia nie będę mieć (nie)przyjemności obcowania z równie nudną książką. Męczyłam ją ponad miesiąc, czytając na raty – włącznie z metodą kibelkową – żeby wreszcie skończyć i mieć z głowy. Straciłam na nią czas, w którym spokojnie przeczytałabym ze trzy inne.

piątek, 31 stycznia 2020

"W bagnie" Arnaldur Indridason


Pada. Ciągle pada, jakby nie miało nigdy przestać, jakby słońce przyduszone chmurami już nigdy nie miało zaświecić. Niebo zlewa się z ziemią, mieszając w jedną beznadziejną szaroburą rzeczywistość.  W zaniedbanym domu, gdzie śmierdzi, "jakby mieszkali tu koniarze", leżą zwłoki starca z rozbitą głową. Na piersi trupa zabójca zostawił kartkę z tajemniczym napisem "Ja to on". Smród roznosi się nie tylko po wnętrzach domu. Wyłazi spod podłogi jak chmara robactwa, rozlewa się tak intensywnie, że dociera do sąsiadów. W rzeczywistości zalęgnął się tutaj wiele lat temu, żeby przykryć stare grzechy. Trwał w uśpieniu, przeczekując kolejne osunięcia domu niżej, w głąb bagnistego podłoża. Aż do teraz.

sobota, 12 stycznia 2019

"Grobowa cisza" Arnaldur Indridason


Są kobiety, które bez mężczyzny gasną. A jeśli do tego nie zaznały miłości w domu rodzinnym i nie wiedzą, jak powinna wyglądać prawidłowa relacja, gasną podwójnie, póki ktoś nie zwróci na nie uwagi. Złaknione ciepła, czepiają się łapczywie skrawków uczucia i często nie zauważają, że zostały wybrane, bo były słabe, kruche. Bezbronne. Kiedy orientują się, że idealnie wpasowały się w rolę ofiary, nierzadko jest już za późno. Przeglądają się w oczach wybawiciela-oprawcy i widzą to, co on. Gardzą sobą i, zamiast szukać pomocy, wstydzą się i ukrywają swój ból i strach przed światem. Aż dochodzi do tragedii.

niedziela, 22 października 2017

"Zmuś mnie" Lee Child


Aż mi trochę wstyd, że nie skojarzyłam wcześniej, że znam Jacka Reachera. A znam, a i owszem. Oglądałam dwa filmy o nim, oba sensacyjne i oba tendencyjne. W obu jest on (przepraszam, On. A nawet ON): żołnierz w cywilu, bystry, konkretny, stanowczy, przewidujący akcję dziesięć kroków do przodu. Prawdziwy mężczyzna. Wiecie, jeden z tych, co żują pszczoły. Gdyby był łysy, pewnie do golenia głowy używałby smaru i brzytwy jak Vin Diesel w "Riddicku". Mistrz ciętych ripost, stawiający konkretne pytania i oczekujący konkretnych odpowiedzi. Bo jak nie, to wpier..l. Wszędzie był, wszystko widział, jest znudzony i lekko zblazowany. Aż dziwne, że nie wzdychał przed sprawianiem łomotu kolejnym zbirom, niczym Mel Gibson w "Godzinie zemsty". I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że w książce mamy potężnego chłopa ("Chce mnie zabić w pokoju, nie w drzwiach. Jestem za duży, trudno będzie mnie przenieść"), a w filmach... Ja wiem, że kasowe nazwisko, ja wiem, że nie zawsze (nigdy?) trzymają się w filmach (ważnych) szczegółów, ale serio? Tom Cruise grający byłego majora o 195 cm wzrostu, ok. 100 kg wagi i 127 cm w klatce piersiowej? Do tego, rzecz jasna, gdzie nie pójdzie, tam kobiety prawie mdleją na jego widok. No dobra, nie czepiam się, nie on jeden próbuje takimi rolami coś sobie zrekompensować. Co nie zmienia faktu, że kiedy uświadomiłam sobie, że kojarzę Jacka Reachera z filmów z Cruisem, trudno mi było traktować tę postać - i powieść - poważnie.