Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2023

"Trzeci znak" Yrsa Sigurdardóttir


Niczego nie przeczytałam, więc wrzucam starą recenzję, żeby blog mi się nie przykurzył ;)

W końcu nadszedł czas na pierwszą część serii o Thorze Gudmundsdottir, prawniczce z Islandii. Wreszcie dowiedziałam się czemu zarówno ona, jak i jej wspólnik Bragi biernie znoszą niekompetentną i bezczelną sekretarkę ich kancelarii, Bellę, zamiast ją wyrzucić, zasadzając na pożegnanie porządnego kopniaka. Można uznać to za ironię losu lub skwitować: pierwsze śliwki robaczywki.

sobota, 3 lipca 2021

"Jezioro" Arnaldur Indridason


Trup z szafy potrafi wypaść nawet po wielu latach. Te konkretne zwłoki, z książki, ukazały się przypadkowym oczom, kiedy drastycznie obniżył się poziom wody w jeziorze Kleifarvatn. Tkwiły na dnie całe lata, obciążone radzieckim sprzętem szpiegowskim. Aparatura przygniatała je dosłownie i w przenośni, jako symbol zdrady i hańby, coś na podobieństwo publicznie ścinanych włosów kochanek nazistów, czy wozu z gnojem, na którym tryumfalnie wywieziono Jagnę z "Chłopów".

niedziela, 30 maja 2021

"Bardzo długie popołudnie" Inga Vesper (recenzja przedpremierowa)

 Łagodnie rzecz ujmując, nie przepadam za latami 50-tymi. To czasy wciąż pamiętające wojnę, w której kobiety pilotowały bombowce czy obsługiwały działka przeciwpancerne. Nie mówiąc o kryptoanalityczkach zajmujących się łamaniem szyfrów. Kiedy mężowie wrócili z frontu, zapragnęli starego porządku, czemu przyklasnął tzw. marketing. Ruszyła machina propagandowa, która zaczęła wtłaczać społeczeństwu do głów jedyny prawilny wzór kobiety – żony i matki. Co tam kariera, talent czy marzenia. Osiągniesz szczęście, gdy jakiś mężczyzna ci się oświadczy. Pracują tylko te, których nikt nie chciał (utrzymywać). Prowadź dom, wychowuj dzieci, ale przede wszystkim dbaj o zadowolenie pana męża. Jak to dobrodusznie kwitowała reklama Heinza: „Obecnie większość mężów przestała bić swoje żony, ale cóż może być bardziej bolesnego dla wrażliwej męskiej duszy niż nuda przy stole”.

piątek, 31 stycznia 2020

"W bagnie" Arnaldur Indridason


Pada. Ciągle pada, jakby nie miało nigdy przestać, jakby słońce przyduszone chmurami już nigdy nie miało zaświecić. Niebo zlewa się z ziemią, mieszając w jedną beznadziejną szaroburą rzeczywistość.  W zaniedbanym domu, gdzie śmierdzi, "jakby mieszkali tu koniarze", leżą zwłoki starca z rozbitą głową. Na piersi trupa zabójca zostawił kartkę z tajemniczym napisem "Ja to on". Smród roznosi się nie tylko po wnętrzach domu. Wyłazi spod podłogi jak chmara robactwa, rozlewa się tak intensywnie, że dociera do sąsiadów. W rzeczywistości zalęgnął się tutaj wiele lat temu, żeby przykryć stare grzechy. Trwał w uśpieniu, przeczekując kolejne osunięcia domu niżej, w głąb bagnistego podłoża. Aż do teraz.

wtorek, 28 stycznia 2020

"Krok trzeci" Bartosz Szczygielski (recenzja przedpremierowa)


Czuję się jak stringi wirujące w pralce bohaterki. W głowie mnóstwo myśli, a nad nią miga co najmniej kilka znaków zapytania. Panie Autorze, co to było?

czwartek, 5 września 2019

"Czerwień" Małgorzata Oliwia Sobczak


Namnożyło się ostatnimi czasy książek z potężną promocją. Erotyków przyspieszających czytelnikom oddech, komedii, które bezpiecznie czytać po założeniu pampersa oraz kryminałów, od których nie idzie się oderwać do ostatniej kropki. Reklama reklamą, a życie życiem. Nierzadko im bardziej rozbuchany marketing, tym większy żal, że się na niego nabrało. Jaka okazała się "Czerwień"?

piątek, 19 kwietnia 2019

"Mężczyźni, którzy nienawidzą wilków" Lars Lenth (recenzja przedpremierowa)


Chciałam przeczytać tę książkę, kiedy tylko mój wzrok padł na jej okładkę. Wilki, konflikt między obrońcami zwierząt a myśliwymi i całą resztą wrogo nastawioną do fauny. Czułam, że będzie to lektura pełna emocji, bynajmniej nie dlatego, że to kryminał. Tak, mamy  tu zwłoki (a raczej to, co z nich zostało po uczcie drapieżników), jednak nie trup i nie śledztwo są najważniejszym elementem "Mężczyzn, którzy nienawidzą wilków".

sobota, 13 kwietnia 2019

"Prawdziwy świat" Natsuo Kirino


Natsuo Kirino tworzy światy, po których trudno mi się swobodnie poruszać. Poznaję je ze zmarszczonym czołem i ściśniętym sercem, a kiedy je opuszczam, długo siedzę w milczeniu. W głowie kłębi się masa myśli, ale żadnej nie udaje mi się schwytać i sformułować w coś sensownego. "Prawdziwy świat" to moja druga, po "Ostatecznym wyjściu", książka tej autorki. Sięgnęłam po nią, choć nie bez wahania. Długo się zastanawiałam, czy chcę, czy naprawdę chcę znów wejść w tę japońską rzeczywistość, surową, oschłą i zimną, a jednocześnie tak rozdygotaną emocjonalnie. Zbudowaną ze skrajności, zaskakującą czytelnika jak widok mężczyzny w garniturze, który bez skrępowania przegląda w metrze czasopismo pornograficzne. Z kamienną, wręcz znudzoną miną.

sobota, 12 stycznia 2019

"Grobowa cisza" Arnaldur Indridason


Są kobiety, które bez mężczyzny gasną. A jeśli do tego nie zaznały miłości w domu rodzinnym i nie wiedzą, jak powinna wyglądać prawidłowa relacja, gasną podwójnie, póki ktoś nie zwróci na nie uwagi. Złaknione ciepła, czepiają się łapczywie skrawków uczucia i często nie zauważają, że zostały wybrane, bo były słabe, kruche. Bezbronne. Kiedy orientują się, że idealnie wpasowały się w rolę ofiary, nierzadko jest już za późno. Przeglądają się w oczach wybawiciela-oprawcy i widzą to, co on. Gardzą sobą i, zamiast szukać pomocy, wstydzą się i ukrywają swój ból i strach przed światem. Aż dochodzi do tragedii.

niedziela, 5 sierpnia 2018

"Hipotermia" Arnaldur Indridason


Że Arnaldur jest bolesny, wiedziałam od dawna. Miałam świadomość tego, że potrafi wyssać z czytelnika dobrą energię jak dementor, że skłania do patrzenia na świat jak na miejsce wyjałowione zarówno z kolorów, jak i uczuć, szare, pełne beznadziei i rozpaczy, ewentualnie rezygnacji. Świetnie pamiętam swój nastrój po skończeniu "W bagnie". Do lektury "Jeziora" i "Głosu" byłam już, że tak powiem, odpowiednio nastawiona. Jednak nie spodziewałam się takiej dawki przygnębienia, jakie spadło na mnie po przeczytaniu "Hipotermii".

środa, 11 lipca 2018

"Rogi" Joe Hill

Lubię kupować książki po taniości, chętnie za złotówkę. W księgarni robię zakupy raz na ruski rok, najczęściej za punkty pracowicie uciułane wypełnianiem ankiet. Tym razem było inaczej. Obejrzałam film, który zaintrygował mnie do tego stopnia, że przegrzebałam sieć w poszukiwaniu informacji o nim. Kiedy wyczytałam, że powstał na podstawie książki, natychmiast zdecydowałam się ją kupić. Nie mogłam jej nigdzie znaleźć, w końcu upolowałam ją na Allegro, za cenę, za którą miałabym z dziesięć innych pozycji. Co to za książka (i film)? "Rogi" Joe Hilla.

Może to nie jest zbyt dobry pomysł - czytać powieść po obejrzeniu ekranizacji. Znałam już fabułę, wiedziałam kto jest ofiarą, a kto katem. Nie przeszkodziło mi to jednak wciągnąć się (jeszcze raz) w historię, delektować się nią. Choć "delektować się" nie do końca tu pasuje, bo "Rogi" to pikantne danie, po którym następnego dnia można czuć pieczenie w końcowym odcinku przewodu pokarmowego. Z drugiej strony, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nie paliło aż tak mocno.

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Piąta kobieta" Henning Mankell


Przyjemnie trzymać w ręce dobrą książkę, napisaną rzetelnie, plastycznym, a jednocześnie prostym językiem. Sięgnęłam po "Piątą kobietę" bez obaw, że się rozczaruję. Skąd ta pewność? Kiedy szukałam w sieci opinii na temat twórczości Arnaldura Indridasona, kilkukrotnie natknęłam się na określanie go "islandzkim Mankellem". A skoro pióro Islandczyka przypadło mi do gustu, to jak miałoby być ze Szwedem? Po lekturze z dużym zadowoleniem potwierdzam, że Henning Mankell dołączył do grona pisarzy, których mam zamiar poznać lepiej.

czwartek, 2 listopada 2017

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardóttir... Widząc to nazwisko na okładce, kupuję w ciemno. Wiem, że się nie rozczaruję, wiem, że znowu dostanę kawał porządnej książki. Wciąż jestem pod tak samo dużym wrażeniem tego, jak autorka konstruuje swoje opowieści, jak je projektuje. Oczyma wyobraźni widzę, jak stoi przy wielkiej tablicy i rozrysowuje wykresy fabuły, tworząc złożone równania. W okolicach połowy wątki zaczynają się powoli zazębiać, jeden pociąga za sobą kolejne, by machina mogła ruszyć. I rusza, niczym tuwimowska lokomotywa, nabierając rozpędu, aż wreszcie, na końcowej stacji, pasażerowie opuszczają wagony stojące w kłębach pary. Wątki zostają wyjaśnione, wszystkie elementy dopasowane jak obraz z puzzli, który możemy już z dumą powiesić na ścianie. Napięcie opada. Opowiadając historię Yrsy, łatwiej byłoby ją rozrysować niż opisać słowami. Porządna - nie wiem czy ucieszyłaby się na takie określenie jej książki, ale dla mnie to wielki komplement.

piątek, 27 października 2017

"Kamieniarz" Camilla Läckberg

(fotka z sieci)

Czy można winić autora za to, że nie jest innym autorem? Przyznam szczerze, że miałam z "Kamieniarzem" spory problem. Po ok. 30 stronach miałam ogromną chęć rzucić go w kąt, ciesząc się w duchu, że swego czasu nie udała mi się transakcja na Allegro, gdzie wylicytowałam trzy książki tejże autorki. Bo dzięki temu mam tylko jeden, a nie trzy kryminały pisane językiem romansów.

niedziela, 8 października 2017

"Truciciel z Lambeth" Leonard Piper


Miałam problem z przyporządkowaniem "Truciciela z Lambeth" do konkretnego gatunku. Z pewnością nie jest to powieść typu kryminał. Nie jest to też praca stricte naukowa. Może zbiór esejów? Albo, jak można wyczytać na okładce, to po prostu dokumenty zbrodni?

poniedziałek, 2 października 2017

"Odpowiedz, jeśli mnie słyszysz" Ninni Schulman

odpowiedz 
"Damski kryminał" - z takim określeniem spotkałam się przy przeglądaniu opinii o "Odpowiedz...". Na okładce widzimy porównanie do Camilli Läckberg, która "chciałaby napisać taką książkę". Czyżby? Nie wiem, jak dla mnie obie jadą na tym samym wózku, czyli tworzą kolejne kryminały, skupiając się na emocjach i prywatnych przeżyciach poszczególnych bohaterów. W efekcie i jednej i drugiej wychodzi literacki odpowiednik filmu porno dla kobiet. Niekoniecznie to źle, w końcu kobiece porno pokazuje prawdziwy seks i jeśli się uczyć, to tylko z takich produkcji (chyba, że komuś nie zależy na byciu dobrym w te klocki. Wiadomo, nic na siłę). Wracając do tematu, przy wgłębianiu się w śledztwo niekoniecznie chcę czytać o trudach życia świeżo upieczonej matki. Gdybym chciała, sięgnęłabym po jakąś powieść obyczajową. I u Camilli i tutaj zwyczajnie mnie to nudziło.