Debiut
brytyjskiej autorki przypomniał
mi, czemu tak lubię
thrillery psychologiczne. Nie mam nic przeciwko kryminałom
a'la Carter, pisanym wyłącznie dla rozrywki, skupionym na akcji i
brutalności. Raz na jakiś czas można, ale na dłuższą metę
nudzą mnie płytkością. „Dziewczyna, którą znałaś” kładzie
nacisk nie na śledztwo, a na tajemnicę, która wygodnie umościła
się w ludzkiej pamięci. I uwiera. Zwłaszcza Alice, której, mimo
licznych prób, nie wychodzi wmawianie sobie, że uporała się z
przeszłością męża. Gdy pewnego dnia wydaje jej się, że widzi
kobietę przypominającą Ruth, coś w niej pęka i postanawia
odkryć, co tak naprawdę stało się w St Anthony's.
