Na początku myślałam, że to opowieść o żałobie, o przeżywaniu bólu po stracie ukochanej osoby. Myślałam tak, kiedy minęłam połowę książki i kiedy dotarłam do ostatniej strony. Bo to JEST opowieść o żałobie. Ale nie tylko. To także historia mężczyzny, który uświadomił sobie, że nie znał swojej żony. Mimo dwójki dzieci i długiego stażu małżeńskiego ich drogi tak naprawdę się rozeszły, a on od dłuższego czasu żył pod jednym dachem z obcą kobietą.
„Tak
bardzo chcieliśmy być dorośli i odpowiedzialni, że zapomnieliśmy
o tym, czego kiedyś pragnęliśmy. A kiedyś pragnęliśmy przede
wszystkim być szczęśliwi”.
