Są książki jak wartkie strumienie. Porywają czytelnika już od pierwszej strony, z rozmachem podcinając mu nogi. Są książki jak ciepłe morze, z falami delikatnie omywającymi stopy. Wreszcie są książki jak sadzawka. Wchodzi się do stojącej wody pełnej tajemniczych roślin, które wyczuwa się palcami u stóp. Bada się ostrożnie dno jedwabiste od mułu. Tutaj czas, jak i woda, kołysze się łagodnie w miejscu. „Gorzko, gorzko” to właśnie taka książka.
