Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie jest piękne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie jest piękne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 maja 2022

"Cuda za rogiem" Keigo Higashino

 

Dobrze poczytać czasem coś niezobowiązującego. Coś przyjemnego, słodkiego jak puchaty kotek. Dobrze tak zupełnie niczego nie oczekiwać, nie wymagać realności, a po prostu zasiąść z książką i dać się pochłonąć miłym uczuciom. Jeśli chcielibyście, żeby zrobiło się Wam tak ciepło na serduszku jak mnie, sięgnijcie po „Cuda za rogiem”.

sobota, 30 kwietnia 2022

"Spacerujący z książkami" Carsten Henn

Rozumiał ludzi, którzy zbierają książki, tak jak inni znaczki pocztowe. Którzy chętnie przesuwają wzrokiem po ich grzbietach, bo w książkach mieszkają inni ludzie, z którymi czują pewną więź - a to dlatego, że dzielą te same losy. Albo chętnie by je dzielili. Którzy otaczają się książkami, jakby były ich dobrymi przyjaciółmi, z którymi wynajmują wspólne mieszkanie”.

sobota, 23 kwietnia 2022

"Film Balkonowy" Paweł Łoziński

Jak wskazuje nazwa bloga, skupiam się na nim głównie na książkach. Recenzje filmów pisałam w ilościach hurtowych w okolicach 2007-2009 roku, a dziś jakoś mi się nie chce. Zresztą za dużo oglądam, żeby wszystko recenzować. Dziś jednak chciałabym zrobić wyjątek i opowiedzieć Wam o pewnym wyjątkowym dokumencie. 

Od seansu minął prawie tydzień, a wciąż do niego wracam. Myślę o tych osobach, zastanawiam się, jak dalej potoczyło się ich życie. Wstawiam poniżej nie tyle recenzję, ile zapiski świeżo po seansie. Znajomi z Facebooka mieli okazję czytać je tuż po premierze, ale doszłam do wniosku, że chpodzielić się wrażeniami również tutaj.

wtorek, 22 marca 2022

"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" Glendy Vanderah (rec. przedpremierowa)

 

W ramach poszukiwań światów alternatywnych, w których wszystko zawsze dobrze się układa, wróciłam ostatnio do filmu „K-PAX”. Później, siłą rozpędu, zaczytałam się w kolejnych tomach (zekranizowano tylko pierwszy). W międzyczasie dowiedziałam się o rychłej premierze debiutu ciepło przyjętego za granicą. A konkretnie książki o dziewczynce, która pewnego dnia zjawiła się przed domem ornitolożki po przejściach. Bosa, brudna, posiniaczona i głodna, stanowczo twierdziła, że nie jest człowiekiem, tylko przybyszem z gwiazd. Czy można się dziwić, że bardzo, ale to bardzo chciałam poznać tę historię?

piątek, 4 marca 2022

W gorszym czasie

Nie idzie mi czytanie. Zabrałam się za trzy książki i każda mnie w jakiś sposób odpycha. „Była sobie rzeka” jest piękna i tak spokojnie sobie płynie (jak rzeka), ale jakoś nie na miejscu mi ją teraz czytać. „Republikę smoka” od tygodnia pokrywa kurz. Kompletnie nie mam ochoty po nią sięgać, choć sama książka niczemu nie winna. Ostatnia natomiast, „Oswobodzenie Dzikiej Kobiety”, to dla mnie prawdziwa katorga. Bardzo chciałam, żeby nie okazała się peanem pochwalnym na cześć Maryi, tylko opowiadała o żeńskiej sile. Bardzo chciałam, żeby autorka „Biegnącej z wilkami” mnie nie rozczarowała. Tymczasem wygląda na to, że na stare lata zmieniła się w egzaltowaną nawiedzoną. W pierwszej chwili miałam napisać „dewotkę”, ale nie do końca tu pasuje. W każdym razie przebrnęłam przez połowę i już widzę światełko w tunelu. Uparłam się, że to przeczytam. Dam radę! Co nie zmienia faktu, że bardziej nie czytam, niż czytam i wolę poświęcać czas filmom. 

niedziela, 26 grudnia 2021

"Radość dla początkujących... i przyjaźń dla zaawansowanych" Erica Bauermeister

Jak tam świętowanie? W moim przypadku celebracja zimowego przesilenia oznaczała spanie do południa i oglądanie filmów. Przewinęło się zarówno odświeżanie sagi „Millennium”, jak i głupiutka, ale całkiem sympatyczna komedia romantyczna „Holiday” z 2006 roku (oglądana w pojedynkę, bo wszystko ma swoje granice). Plany czytelnicze nie udały się nawet w 1%. No nic, jutro też jest dzień. Skoro niczego nie przeczytałam, nie ma nowej recenzji. Wrzucam zatem starą, sprzed 4 lat. To jedna z tych książek, które zostaną ze mną na zawsze. Kiedyś przeczytam ją ponownie, bo wspomnienia z lektury mam wyjątkowo miłe.

niedziela, 15 września 2019

"Witaj na świecie, maleńka" Fannie Flagg


Fannie Flagg to chyba jedyna pisarka, której bez mrugnięcia okiem wybaczam lukrowatość i nierealność świata przedstawionego. U innych z prychnięciem ominę sielską anielską okładkę, u niej mnie taka urzeka. Zasiadając do jej książek, nastawiam się na ciepło otulające człowieka jak miły kocyk oraz przekonanie, że „dobrych ludzi jest więcej”. Godzę się z tym, że złe wydarzenia z życia bohaterów układają się zadziwiająco łatwo. Nie krzywię się na przerysowanie cech charakteru i zachowań. Biorę autorkę z całym dobrodziejstwem, bo i to przerysowanie i nierealność, i bajkowość jest okraszona przemiłym (rzekłabym nawet: lekko babcinym) humorem, sprawiającym, że chce się uśmiechnąć przy czytaniu. A samą książkę przytulić do serca.

sobota, 3 sierpnia 2019

"Oczy uroczne" Marta Kisiel



Zazwyczaj gdy opowiadasz komuś fabułę książki lub filmu, a ta fabuła brzmi nie śmiesznie, tylko głupio, to ta książka czy film są głupie. Zakładam, że w podobny sposób aktorzy przyjmują bądź odrzucają role. A gdy przy opowiadaniu chichrasz się i ty i słuchacz, można przyjąć, że historia jest śmieszna. Przynajmniej dla dwóch osób. Pobawiłam się dziś w lektora i poczytałam chłopu fragmenty „Oczu urocznych”. Stwierdził, że głupie, ale kilka razy się roześmiał. Więc...

sobota, 26 stycznia 2019

Wyjątkowy miesiąc


Od paru lat w styczniu moje myśli biegną często w jednym kierunku. Wspominam kobietę, której nigdy nie poznałam osobiście, mimo to odcisnęła wyraźny ślad w moim życiu - i w mojej pamięci. Być może komuś wyda się to niepojęte, ale tak właśnie było. To, jak ważna się dla mnie stała, uświadomiłam sobie, kiedy dowiedziałam się, że odeszła. Ból, jaki pojawił się po tej informacji, był tak duży, jakbym straciła członka rodziny. Takie osoby zostawiają wyraźny ślad w pamięci innych ludzi, zupełnie jakby wypaliły go swoim wewnętrznym światłem. 

poniedziałek, 24 września 2018

"Szkoła niezbędnych składników" Erica Bauermeister


Nie przepadam za kuchnią indyjską. Albo inaczej, nie przepadam za kuchnią indyjską serwowaną w polskich restauracjach. Wciąż szukam, ale nie znalazłam jeszcze czegoś, co by mi zasmakowało. Ciągle natrafiam na potrawy mdłe, a jednocześnie ostre - kilka różnych smaków, które nie tworzą spójnej całości. Zupełnie inaczej jest z tą książką. "Szkoła niezbędnych składników" cudownie pachnie! Spowija ją kusząca, stymulująca ślinotok mieszanina aromatów, które przepięknie ze sobą współgrają. Wszystko tu do siebie pasuje, a każdy element jest istotną częścią kompozycji.

niedziela, 9 września 2018

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg


Jedna z moich bliskich koleżanek pierwszy raz obejrzała "Kevina samego w domu" w okolicach 2004 czy 2005 roku, czyli w czasach, kiedy tzw. wszyscy dostawali wysypki na samą myśl o kolejnych świętach z nim. Ja miałam tak ze "Smażonymi zielonymi pomidorami". Ci tzw. wszyscy już je dawno przeczytali, a jeśli nie przeczytali, to obejrzeli ekranizację, kiedy ja nie znałam ani jednego ani drugiego. W końcu nadszedł czas i na mnie. I wiecie co? Cudownie było przekonać się, że tyle lat czekało na mnie coś wspaniałego, coś, przy czym wielokrotnie się uśmiechałam, co napełniło mnie tyloma emocjami i o czym ciągle myślę. Aż szkoda, że już przeczytałam tę książkę i nie mogę przeżyć tego wszystkiego ponownie po raz pierwszy. 

niedziela, 13 maja 2018

Majówka w Szczyrku

Dziś tak trochę nietypowo, nie-książkowo, ale poznałam wspaniałe miejsce i uważam, że warto puścić w świat informację o nim. Choć dopiero teraz znalazłam czas, żeby przysiąść i opisać nasz wyjazd do Szczyrku i majówkę w Malinówce.

Majowy Szczyrk jest radośnie zielony i cudownie pachnie bzem. Jak przystało na miejscowość dłuższą niż szerszą, daje turystom wspaniałą możliwość spaceru główną ulicą (biegnie przez niego droga wojewódzka numer 942) i karmienia oczy zielenią pokrywającą wzgórza. Widać, że to miasteczko wyraźnie turystyczne - praktycznie co dom to pensjonat - do tego w dużej mierze ukierunkowane na sporty zimowe, w tym narciarstwo. Jednak ani przez chwilę nie mieliśmy poczucia, że to nie ten czas, że Szczyrk jest ciągle w uśpieniu i dopiero zimą pokaże swoje najpiękniejsze oblicze. Powiem więcej, jestem przekonana, że szczególnie zachwyca jesienią, kiedy zieleń otaczająca go z każdej strony zaczyna zmieniać się w różne odcienie brązu i złota. Jest warty tego, żeby się o tym przekonać, więc kto wie, czy nie zjawimy się w nim w okolicach września czy października. Choćby tylko na kubeczek barszczu, o którym później...

poniedziałek, 5 lutego 2018

"Rosyjski kochanek" Maria Nurowska


Jak to swego czasu śpiewała Pidżama Porno: "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości..." Można powiedzieć, że o tym jest ta książka - o strachu przed poddaniem się uczuciu. Bo wiek, bo skóra nie ta, bo tak nie można/nie wypada. Bo to nie ma szans, przecież on na pewno zaraz się zorientuje, że ona wcale nie jest cudowna. Tylko musi przyjrzeć się jej uważniej i zobaczyć to, co ona widzi w sobie całe życie. Ewentualnie spojrzeć na nią oczami byłej kochanki o słodkiej, pustej główce, w której nawet na moment nie zakwitnie myśl, że mogłaby zostać wymieniona na model starszy o 20 lat.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Opowieść o prawdziwym człowieku - siostra Judyta

Poznałam Judytę w 2011 roku, właściwie przypadkiem - bo przez Julię. To notki Julii ściągnęły mnie na blog o życiu w Kamerunie, gdzie pisała o wolontariacie, na którym uczyła afrykańskie dzieci angielskiego. Gospodyni bloga, Judyta, również opowiadała o egzystencji w kameruńskiej rzeczywistości, ale robiła to zupełnie inaczej. Początkowo jej opowieści nieco mnie drażniły, były bowiem takie... spokojne, takie dobre, płynące leniwym nurtem niczym przypowieści. Nie od razu zorientowałam się, że Judyta jest zakonnicą.


Jako człowiek, któremu z Kościołem nie po drodze, niechętnie czytałam jej łagodne apele o zwolnienie pędu, o nieprzywiązywanie się do rzeczy przemijalnych, jałowych, miałkich. Byłam narwana jak młody źrebak i źle mi się czytało o tym, że nie warto trzymać w sercu złości, lepiej puszczać krzywdy w niepamięć i nie zatruwać się nimi ("Mściwość to większe misterium niż śmierć i należy wystrzegać się węża nienawiści...").

Z czasem przekonałam się, że Judyta pisze o rzeczach uniwersalnych. Zadaje pytania, czy warto zajmować głowę rozpamiętywaniem błędów i porażek, podczas gdy na drugim końcu świata ktoś cieszy się, że zjadł właśnie pierwszy w tym dniu posiłek czy zrobił sobie zabawkę ze sznurka. Czy moje banalne zmartwienia naprawdę mają znaczenie w porównaniu do czyjegoś głodu i ubóstwa? Na jej blogu wyciszałam się, mając poczucie, że dzieli się ze mną czymś ważnym, co wymaga skupienia i milczenia. ("Cóż... ludzie widzą, słyszą i czują przede wszystkim to, co ich naprawdę porusza, interesuje. W naszym aktualnym Świecie ludzie bardzo często wydają się głusi na braterską pomoc, wezwanie do przyjaźni, na sprawiedliwość, prawdę, pokój, dobroć.... A dzieje się tak, gdyż w rzeczywistości te sprawy ich wcale nie interesują... Ileż słów, głosów „ nie jest słyszanych”...?")

Była pozbawiona jakichkolwiek złych uczuć, niewinna, o sercu czystym jak dziecko. Nawet jeśli z kogoś żartowała, to bez wyśmiewania. Nikomu nie życzyła źle, dla każdego miała życzliwe słowo, pociechę, radę. Tak po prostu – słowa mądrości płynące od serca, wskazujące drogę, lecz bez śladu pouczania. Była niesłychanie pokorna, niebywale skromna. Nie chciała, żeby jej pisać, że jest wyjątkowa, że jakkolwiek wyróżnia się na tle innych ludzi (na moje: "Ty jesteś naszym światełkiem. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele robisz dla całej masy ludzi" odpowiedziała: "Każdy COŚ robi i, jak napisałaś, często nie zdaje sobie z tego sprawy..."). Ale taka właśnie była – wyjątkowa.

Pisała pięknie o rzeczach najzwyklejszych. Pokazywała, że liczą się nie rzeczy materialne, lecz uniwersalne wartości, takie jak miłość ("I co jest najważniejsze na tym świecie, który bez wątpienia pięknym jest? Miłość. To Ona ma tę niepowtarzalną moc odwracania biegu wydarzeń, przekształcania słabości w siłę"). Dzieliła się z nami tym, co obserwowała na co dzień, co uznawała za ważne, co mogło nas wzbogacić. Nawet w tym widać było jej nieopisaną pokorę. Opowiadała jakąś historię, przeplatając słowa przepięknymi zdjęciami, przywołując cytaty pisarzy, artystów oraz tzw. zwykłych ludzi, a na końcu, w post scriptum, niczym w dopiskach na marginesie zeszytu, zamieszczała kilka zdań komentarza. Jak gdyby uważała, że jej słowa nie zasługują na dodanie do notki, a jedynie na malutki peesik. Tymczasem każdy jej komentarz był pełen mądrości, a każde zdanie było wyważone. 

Kiedy dowiedziałam się o jej chorobie, byłam zrozpaczona i wściekła. Czemu tak jest, czemu ludzie dobrzy odchodzą w cierpieniu, podczas gdy ci podli i źli żyją sobie w najlepsze? To niesprawiedliwe! Tymczasem ona przyjęła swój los pokornie:

„Czy prosiłabym złotą rybkę o zdrowie? Prosiłabym raczej o moc ducha w przyjmowaniu tego nowego wyzwania, o wolność od choroby, bo nawet do kataru można być przywiązanym grubym łańcuchem... Wiem jedno, że błogosławieństwo, na które się nie godzimy, z czasem obraca się w przekleństwo. Dni w życiu nie są jednostajne... Życzę Wam, abyście zawsze pamiętali o tym, że kiedy czarne chmury zasłonią Wasze słońce, trzeba, jak orzeł, przedzierać się przez te chmury i dać poznać innym, że słońce jednak nie gaśnie...”


24 marca 2012 napisała na swoim blogu:

Przez przypadek... ? ..., natrafiłam w sieci na blogi ludzi, których już nie ma na tym świecie... Blogi zostały i pamięć o tych Pięknych Ludziach... Cierpienie... bez niego nie ma życia, każdy ma Swoje..., ale dlaczego inni mają aż tyle..., dlaczego w życiu jest tyle tajemnic... Z życia na ziemi odeszli, ale wciąż żyją nie tylko w Niebie, w które wierzę, ale także w sieci...
Sami cierpieli bardzo... a jak wielkiej liczbie ludzi pomogli zmienić swoje życie, popatrzeć na życie z perspektywy śmierci, można wyczytać to z komentarzy....”Jeśli dobrze przeżywasz każdy dzień, wówczas niczego nie musisz się bać”. 

Z kolei 9 grudnia 2013 roku napisała:

Światło oświeca drogę, niebo, i jest znakiem, że gdzieś ktoś czeka... Kto z nas nie pamięta światła w oknach swojego domu, które mówiło, że ktoś tam jest i czeka. Są ludzie, którzy świecą, choć nie mają w rękach papierowych lampionów. Znacie takich? 

Znamy, Judyto - Ciebie. Ty byłaś dla nas takim światłem, Ty byłaś Pięknym Człowiekiem. Odmieniłaś życie każdego z nas, uwrażliwiając na rzeczy, na które najprawdopodobniej nie zwrócilibyśmy uwagi. Byłaś naszym mentorem, przyjaciółką, członkiem rodziny. Jestem szczęśliwa i dumna, że mogłam Cię poznać. I na zawsze pozostaniesz w moim sercu.

 
I raz jeszcze powtarzam sobie, że życie to nie czekanie, aż burza minie... Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu! 

Ja ciągle mam nadzieję, że nasz świat jednak przetrwa dzięki TYM DOBRYM LUDZIOM, którzy są wokół nas...  

Pokonujemy góry, ale wszystko ma swój koniec, każda droga gdzieś się kończy...
Dobrze, bardzo dobrze, że otrzymałam dar życia. Życie jest wyróżnieniem i nudno byłoby bez niego, ale drugiej szansy zdecydowanie nie chcę! 
Jedno życie na niebieskiej planecie zdecydowanie mi wystarczy /śmiech/!!!

*Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga Judyty (http://lavieestbelleijatez.blogspot.com), podobnie jak cytaty.