„Do wczoraj nie
zdawałam sobie sprawy, jak poważna jest sytuacja. Dopiero
wieczorem, kiedy wracałam z pracy, zobaczyłam, jak bardzo Wisła
wyszła z brzegów. Przejeżdżałam przez Most Kotlarski i rzuciły
mi się w oczy latarnie głęboko zanurzone w wodzie. Masakra! Kilka
miejscowości zostało przesiedlonych, bo tak je zalało, pozamykano
niektóre ulice, a dzisiaj doszły jeszcze mosty. I pada, ciągle
pada”.
„Nie mam
pojęcia, jak dostanę się do pracy, ale pal sześć. Ważniejsze,
że nie wiem, jak wrócę – kilka ulic w tamtych rejonach jest
kompletnie zalanych. A u nas? Most Dębnicki wciąż stoi, ale ledwo
go widać. Wczoraj stał przy nim tłum gapiów, ćwierkały aparaty
fotograficzne, wszyscy czekali chyba na jakąś sensację”.