Lubię kupować książki po taniości, chętnie za złotówkę. W księgarni robię zakupy raz na ruski rok, najczęściej za punkty pracowicie uciułane wypełnianiem ankiet. Tym razem było inaczej. Obejrzałam film, który zaintrygował mnie do tego stopnia, że przegrzebałam sieć w poszukiwaniu informacji o nim. Kiedy wyczytałam, że powstał na podstawie książki, natychmiast zdecydowałam się ją kupić. Nie mogłam jej nigdzie znaleźć, w końcu upolowałam ją na Allegro, za cenę, za którą miałabym z dziesięć innych pozycji. Co to za książka (i film)? "Rogi" Joe Hilla.
Może to nie jest zbyt dobry pomysł - czytać powieść po obejrzeniu ekranizacji. Znałam już fabułę, wiedziałam kto jest ofiarą, a kto katem. Nie przeszkodziło mi to jednak wciągnąć się (jeszcze raz) w historię, delektować się nią. Choć "delektować się" nie do końca tu pasuje, bo "Rogi" to pikantne danie, po którym następnego dnia można czuć pieczenie w końcowym odcinku przewodu pokarmowego. Z drugiej strony, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nie paliło aż tak mocno.
