Nie
wiem, czy ta książka podobała mi się, czy nie. Zdaję sobie
sprawę, że to dziwne, ale to chyba jeden z tych tytułów, z
którymi trzeba się przespać. Tyle tu tego, że czuję się, jakbym
wyszła z wirówki. Jak gej, to od razu w peniuarze, a do tego –
żeby było dziwniej – ze szczekającą papugą. Jak feministka, to
z „pełnym niedźwiadkiem” (który robi takie wrażenie na
policjancie, że aż musi kilkukrotnie pytać innych ludzi, czy ich
to nie dziwi. Ten niedźwiadek.). Jak klub LGBT-friendly, to bywalcy tak barwni i nietypowi, że heteryk
ubrany na czarno rzuca się w oczy jak Siuks w warszawskim
Mordorze.
