Większość ludzi ciepło wspomina dzieciństwo czy wczesną młodość. Życie było wtedy prostsze, problemy mniejsze, a świat jakiś taki bardziej przyjazny. Niejedna osoba fantazjowała o cofnięciu się w czasie. Czyż nie byłoby cudownie naprawić błędy lub przeżyć coś jeszcze raz – tylko tym razem lepiej? Fannie Flagg to zrobiła, z tym że... Niektóre marzenia powinny zostać wyłącznie marzeniami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alabama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alabama. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 września 2021
środa, 11 sierpnia 2021
"Powrót do Whistle Stop" Fannie Flagg (zapowiedź)
Nieczęsto zamieszczam tu zapowiedzi, ale tym razem zrobię wyjątek. Jakżeby mogło być inaczej, jeśli mowa o kontynuacji książki, którą pokochały miliony czytelników? Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się już doczekać!
niedziela, 15 września 2019
"Witaj na świecie, maleńka" Fannie Flagg
Fannie
Flagg to chyba jedyna pisarka, której bez mrugnięcia okiem wybaczam
lukrowatość i nierealność świata przedstawionego. U innych z
prychnięciem ominę sielską anielską okładkę, u niej mnie taka
urzeka. Zasiadając do jej książek, nastawiam się na ciepło otulające człowieka jak miły kocyk oraz przekonanie, że
„dobrych ludzi jest więcej”. Godzę się z tym, że złe
wydarzenia z życia bohaterów układają się zadziwiająco łatwo.
Nie krzywię się na przerysowanie cech charakteru i zachowań. Biorę
autorkę z całym dobrodziejstwem, bo i to przerysowanie i nierealność,
i bajkowość jest okraszona przemiłym (rzekłabym nawet: lekko
babcinym) humorem, sprawiającym, że chce się uśmiechnąć przy
czytaniu. A samą książkę przytulić do serca.
wtorek, 25 grudnia 2018
"Boże Narodzenie w Lost River" Fannie Flagg
Przewinęło się przez moje ręce parę świątecznych książek, które przeczytałam i bez żalu puściłam w świat. Tej nie oddam. I nie tylko dlatego, że wyszła spod pióra Fannie Flagg, autorki "Smażonych zielonych pomidorów", czyli książki przekochanej, takiej, którą chce się mocno przytulić. Chociaż nie, właśnie dlatego. Ale nie tylko dlatego.
"Boże narodzenie..." to ponowne wydanie książki znanej już czytelnikom jako "Święta z kardynałem". Nie powiem, że nie byłam zaintrygowana tym tytułem. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać - może wigilijnej kolacji na plebanii czy czegoś w tym rodzaju? A tu ani święta, bo akcja trwa dłużej niż kilka dni, ani z księdzem, bo nie o pana w sutannie chodzi. Tym razem Fannie zaprasza nas do Lost River, uroczej miejscowości leżącej w Alabamie, gdzie listy dowozi się łódką, a w lokalnym sklepiku klientów wita sympatyczny i bardzo bystry ptaszek o imieniu Jack. To kardynał, uratowany przez sklepikarza przed smarkaczami z wiatrówką. Dobry duszek sklepu i, jak się później okazuje, całego miasteczka.
niedziela, 9 września 2018
"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg
Jedna z moich bliskich koleżanek pierwszy raz obejrzała "Kevina samego w domu" w okolicach 2004 czy 2005 roku, czyli w czasach, kiedy tzw. wszyscy dostawali wysypki na samą myśl o kolejnych świętach z nim. Ja miałam tak ze "Smażonymi zielonymi pomidorami". Ci tzw. wszyscy już je dawno przeczytali, a jeśli nie przeczytali, to obejrzeli ekranizację, kiedy ja nie znałam ani jednego ani drugiego. W końcu nadszedł czas i na mnie. I wiecie co? Cudownie było przekonać się, że tyle lat czekało na mnie coś wspaniałego, coś, przy czym wielokrotnie się uśmiechałam, co napełniło mnie tyloma emocjami i o czym ciągle myślę. Aż szkoda, że już przeczytałam tę książkę i nie mogę przeżyć tego wszystkiego ponownie po raz pierwszy.
Marcadores:
Alabama,
dobra książka,
Fannie Flagg,
historia sprzed lat,
literatura kobieca,
obyczajowe,
rasizm,
skuszona filmem,
USA,
życie jest piękne
Subskrybuj:
Posty (Atom)




