Ależ
bym chciała obejrzeć ekranizację tej książki! To thriller przez
duże „T”, wciągający od pierwszych stron i nabierający pędu
z każdym kolejnym rozdziałem. Brzmię, jakbym namolnie go
reklamowała? Bo tak jest. Żałuję, że jeszcze przed przeczytaniem
obiecałam go oddać, bo chętnie zostawiłabym go na półce. No ale
słowo się rzekło, kobyłka u płota, a kod przesyłki
wygenerowany. No i frunie już do mnie najnowsza Yrsa, więc... Leć,
„Ostatni locie” i ciesz innych!
