Lubię
zdania napęczniałe od wielosensów. Treść właściwą zaplątaną
w dygresjach, gdy akcja stoi w miejscu, mimo poruszenia dziesiątek
tematów. Ale zdaję sobie sprawę, że ten niekończący się
strumień świadomości, myślowy „patataizm” może zmęczyć.
Zamiast porwać czytelnika z nurtem rzeki, może go sponiewierać,
poobijać po kamieniach i wyrzucić na brzeg, obolałego i ciężko
łapiącego oddech. Dodajmy do tego, że dziś dobra książka to dla
wielu taka, która „szybko się czyta”. Z tego
powodu „Zabobon” nie
ma szans przypaść do gustu masowemu odbiorcy.
