Kolejna dobra książka na moim czytelniczym koncie, którą oceniam z dystansem. Dobra, ale nie wyrwała z butów. Dobra, ale nie zrobiła takiego wrażenia, jak mogłaby zrobić. I to wcale nie ze swojej winy. Ano bywa tak, że dany tytuł trafi na zły czas – i nieszczęsna „Szczelina” właśnie tak u mnie trafiła. Co nie znaczy, że spotkanie było nieudane.
Może byłoby inaczej, gdybym nie poznała wcześniej fabuły. I nie obejrzała ekranizacji. Może to był błąd, bo zniknęła ciekawość, z którą podchodziłam do tej historii na samym początku. Później pojawił się czytelniczy zastój i... nie trzeba więcej dodawać. Dlatego staję dziś z boku i chwalę tę książkę, aby być sprawiedliwą. Żałuję tylko, że z powodu czegoś, co nazwę szeroko rozumianym złym czasem, nie dane mi było poczuć wszystkich emocji.

