Jeszcze rok wcześniej pewnie nie zwróciłabym uwagi na niepozorną buteleczkę stojącą nieśmiało na półce. Gdzie takiemu Kopciuszkowi do krzyczących kolorami koncernowych odżywek, wypachnionych i bielutkich, że ach och.
Ona taka nudna z zewnątrz, kolor jakiś dziwny, zielonkawy i zapachem nie zachwyca... I to mnie właśnie zachwyciło, kiedy w końcu zaczęłam wybierać kosmetyki świadomie, wczytywać się w składy i doceniać prostotę, a nie natrętnie reklamowaną chemię. Dobry produkt obroni się sam.
Gloria działa. Właściwie tyle by wystarczyło, ale rozwinę. Włosy mam cienkie i delikatne, łatwo się plączą. Po nałożeniu Glorii rozczesują się właściwie samą wodą, już przy spłukiwaniu. O mało której odżywce mogę to powiedzieć, a testowałam ich już sporo. Podoba mi się, że nie jest perfumowana, podoba mi się też jej "glutkowatość" i kolor. Kojarzy mi się z naturalnością.
Jak dla mnie ma same zalety, a do tego jest taniutka. Kosztuje raptem parę złotych - nie pamiętam, ale coś między 4 a 6 złotych. Potrafię pojechać do Oszołoma (Auchan) specjalnie po nią, a wcale nie mam blisko
* Fotka z sieci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz