Kojarzycie filmy, w których na dzień dobry poznaje się zakończenie, aby w ciągu dwóch godzin śledzenia fabuły zdążyć o nim zapomnieć? Kiedy dobijamy do finału, jesteśmy bardzo zaskoczeni sposobem, w jaki potoczyła się historia. Na ten moment przychodzi mi do głowy jedynie „W sieci zła” z 1998 roku. Na początku słyszymy: „Opowiem wam o tym, jak omal nie umarłem”, a potem widzimy głównego bohatera (Denzel Washington), który mknie przed siebie w szaleńczym pędzie. Po krótkiej chwili opada z sił, zalega w śniegu i nieruchomieje. W „Nikt, tylko my” na pierwszej stronie czytamy:
„Dom opowie im, co się wydarzyło. Wszystko tutaj pragnie opowiedzieć swoją historię. Mówią, że prawda nas wyzwoli.
Są w błędzie”.
Zgłosiłam się po tę książkę z ciekawości. Zobaczyłam opis: para wyjeżdża na odludzie, aby świętować pół roku związku. Luksusowa willa z dala od cywilizacji, w miejscu, gdzie nie ma zasięgu, a śnieg pokrywa wszystko grubą kołdrą – idealne gniazdko dla kochanków. Przy czym jedno z nich ma inne plany niż oddawanie się miłości na każdej powierzchni płaskiej. Jedno z nich pragnie zemsty. Przeczytałam ten opis i włączyłam fantazję. Dozmyślałam sobie, kto może chcieć zemścić się na kim i dlaczego. Stwierdziłam, że chcę się przekonać, czy będę mieć rację i wysłałam zgłoszenie.
Czytając,
cały czas zastanawiałam się, jakie rozwiązanie mnie
usatysfakcjonuje. Jeśli prawidłowo wytypowałam
przebieg tej opowieści, historia okaże się przewidywalna. Jeśli źle
obstawię, autorka zaskoczy mnie pozytywnie czy wręcz przeciwnie?
Będę rozczarowana czy poirytowana jak wtedy, gdy włączyłam do
snu „O wszystko zadbam”, a później nie mogłam zasnąć ze
złości? I co, miałam rację? Tak, w stu procentach. No, w
dziewięćdziesięciu dziewięciu. Nie przeszkodziło mi to jednak
czytać z dużym zainteresowaniem, a po dotarciu do ostatniej strony
uśmiechnąć się w Czesiu w duchu. Okrutnie, ale z jaką
przyjemnością!
Z pewnością znajdą się tacy, którzy uznają debiut Laure Van Rensburg za niemiłosiernie przegadany. Tam się praktycznie nic nie dzieje! Nic, tylko siedzą i rozmawiają, a ich dialogi przeplatają wspomnienia. Możemy wejść do głowy zarówno Ellie, jak i Stevena. Możemy zrozumieć albo przynajmniej spróbować ich zrozumieć. Jednemu kibicowałam, a przy przemyśleniach drugiego czułam niesmak, dezaprobatę, pogardę. I smutek, bo to było tak cholernie banalne, że aż bolesne.
„Nikt, tylko my” sprawia wrażenie niesamowicie typowej, wręcz oklepanej historii. Ona jest naiwną, zakochaną studentką, on – szanowanym profesorem literatury, przy którym młodziutkim gąskom spadają majtki. Aż chce się westchnąć i powtórzyć, że to banalne jak diabli. Ale „sprawia wrażenie” to słowa-klucze. Może i udało mi się przewidzieć, jak potoczy się fabuła. Może to i wada tej książki, nie wiem. Wiem za to, że opowieść zamknęła się klamrą, która wprawiła mnie oraz moje mściwe serduszko w zachwyt. Scena widziana na początku w finale prezentowała się zupełnie inaczej, tak jak z Denzelem. Mocno i z przekonaniem polecam – przede wszystkim czytelnikom cierpliwym. Dajcie szansę tej historii, nawet jeśli zacznie Was nużyć kolejna rozmowa bohaterów. Warto doczekać do końca.
Premiera książki: 8 czerwca 2022 roku
Za możliwość przedpremierowej recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.
Bardzo podobała mi się Twoja recenzja! "O wszystko zadbam" to był film, który mnie niezwykle złościł, mamy więc podobne gusta. Tytuł sobie zapisuję na listę (coś się dziwnie wydłuża), bo lubię takie klimaty i nie przeszkadzają mi długie dialogi, czy opisy. Może i moje "mściwe serducho" będzie zachwycone!
OdpowiedzUsuńMoje było wręcz ukontentowane :)
UsuńBrzmi bardzo ciekawie, chętnie ją przeczytam :)
OdpowiedzUsuńPolecam :)
UsuńCzytam właśnie książkę o naiwnej zakochanej studentce i profesorze matematyki dla odmiany. Historia jest banalna i na pewno skończy się źle. Czuję, że ta książka, o której piszesz, będzie znakomitą odtrutką na tę smutną lekturę! :)
OdpowiedzUsuńZainteresowałaś mnie tą książką :) Ale widać, swoją drogą, jak ten problem jest niebywale powszechny...
UsuńNie mogę jej z czystym sercem polecić, bo mnie za bardzo irytuje :) Dałam się skusić na na piękny tytuł: "Oprzyj swoją samotność o moją".
UsuńPoczytałam trochę o tej książce. Może kiedyś, nie w najbliższym czasie ;)
UsuńOpis, który przedstawiasz i mnie by zaintrygował od samego początku, a lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką historię. Przyznaję, że jeśli gdzieś w bibliotece dorwę książkę, to ją wypożyczę.
OdpowiedzUsuńI czy ja dobrze wyłapałam odniesienie do "Włatców móch"?
TAK! :) Myślałam, że nikt już tego nie pamięta, a jednak :)
Usuńhaha, możesz na mnie liczyć! :D
UsuńOglądało się tych Czesiów i spółę... ech, aż wróciłam pamięcią do czasów akademika :)
UsuńTo ja się nie przyznam, do jakich czasów ja wracam, bo wyjdzie jaka stara jestem :D
UsuńOj tam, ja najchętniej wracam do czasów liceum, a to było dobre dwie dychy temu. I co z tego, jesteśmy cały czas młode i piękne ;)
Usuńdobra, to tego się trzymajmy! :D
UsuńTak, nie inaczej ;)
UsuńZapiszę sobie tytuł i chętnie po niego sięgnę!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Excellent Post
OdpowiedzUsuńThanks
Świetna recenzja! Zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po książkę (chociaż obawiam się tego potencjalnego przegadania ;< )
OdpowiedzUsuńW pierwszych recenzjach widzę już odniesienia do nich. Na pewno przybędzie takich komentarzy, bo w książce roi się od gadania ;)
UsuńPara wyjeżdżająca na odludzie to ciekawy temat na powieść, szczególnie wtedy, gdy jedna osoba chce się zemścić na drugiej. Ta druga raczej nie może liczyć na żadną pomoc. Jeśli książka wpadnie mi w ręce, przeczytam ją. :)
OdpowiedzUsuńMożna zorganizować wyjazd, którego żadne z tej dwójki nie zapomni. O ile oboje przeżyją ;)
Usuńciekawa pozycja!
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę :)
UsuńRecenzja mnie jak najbardziej zachęciła, zatem czekam na premierę, która widzę już tuż tuż ;)
OdpowiedzUsuńTak, przy czym im bliżej do premiery, tym bardziej laseczki walą spojlerami :/
Usuń