poniedziałek, 30 marca 2026

„Kapłanki, Amazonki i Czarownice" Jadwiga Żylińska

W dzieciństwie lubiłam mitologię. Zaczytywałam się w przygodach herosów, ale już wtedy irytowało mnie jedno – postępowanie Zeusa. Innych bogów też, żeby nie było, ale jego zapamiętałam najbardziej. Nie mogłam zrozumieć, czemu nie jest potępiany za liczne zdrady, czemu otwarcie/bezczelnie tłumaczy się małżonce, że musi, bo płodzi bogów. No wybaczcie, ja bym tego nie kupiła i już wtedy kibicowałam Herze.

Mitologia grecka czy rzymska ma też inny, znacznie poważniejszy problem, który raził moje wczesno-nastoletnie oczy. Gwałty. Parandowski, którego dzieło omawialiśmy na lekcjach polskiego, nie zająknął się o tym ani słowem, o ile dobrze pamiętam. Bogowie, półbogowie i herosi napadali na kobiety (ludzi, boginie, nimfy etc.) i zwyczajnie je krzywdzili, bez względu na to, jak romantycznie autor by tego nie opisywał.

Ostatni aspekt to męska perspektywa, nieco zabawna, ale bardziej drażniąca, gdy zrobi się większy research. Wspomniany Parandowski łaskawie nie pominął bogiń – zresztą aż taka manipulacja mogłaby nie przejść – ale nie pełnią one u niego szczególnie istotnej roli. No, może Gaja, ale jej kult przetrwał tysiące lat, zmieniając jedynie formę.

Po co ten wywód o mitologii Parandowskiego? Bo tę wszyscy znają, choćby ze szkoły. Wystarczy przeczytać kilka książek o dawnych wierzeniach, pogrzebać głębiej, żeby uświadomić sobie, jak – dyplomatycznie mówiąc – wybiórczo prawdziwa to wersja. Śmiem twierdzić, że jako syn księdza, posiadacz tytułu doktora honoris causa Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej KUL, autor miał konkretne poglądy, a te z kolei miały wpływ na dobór i sposób opracowania jego dzieła.

Książkę, którą dziś przedstawiam, raczej niewiele osób kojarzy. Liczy ponad pół wieku, ale nie miała tylu wznowień co dzieło kolei po piórze. A szkoda. „Kapłanki, Amazonki i Czarownice” opisuje stare religie od zupełnie innej strony. Skupia się na kobietach, oddając im głos, aby mogły opowiedzieć swoją historię. W wielu miejscach koloryzuje, tworzy scenki i dialogi, ale gdyby ktoś chciał się przyczepić, musiałby zarzucić to samo i Parandowskiemu.

To, co urzekło mnie w pracy Jadwigi Żylińskiej, to ukazanie, jak stare są niektóre wierzenia, potwierdzenie, jak mocno były zakorzenione w kulturze. Jak wiele wysiłku najeźdźcy musieli włożyć, żeby je wyrugować albo zastąpić. Niektóre boginie czy postaci stały się mitem (jak Amazonki), inne zdegradowano lub umniejszono, przekłamano ich rolę. Z niektórych powstały dwie (jak Demeter i Kora). Rozrzedzono je jak krew, rozcieńczono, aby osłabić ich moc, a czas zrobił swoje. Dziś wiele osób nie wie, jak potężna była bogini księżyca, jak stary jest kult bogini płodności, jak nierozerwalnie wiąże się z cyklami przyrody i kręgiem życia.

Mnie ta tematyka fascynuje od dawna, więc szukam kolejnych tytułów, czytam i poszerzam wiedzę. Następna w kolejce będzie praca "Jak umierały religie" Tadeusza Margula. Myślę, że wpasuje się idealnie.

Podsumowując, „Kapłanki…” to ciekawa alternatywa mitologii, którą poznaliśmy w szkole. Przeciwnicy okrzykną ją feministyczną fantazją i pisaniem historii od nowa, zwolennicy (czy raczej zwolenniczki) będą zadowolone, że dopuszczono do głosu żeńską połowę ludzkości. Pokazano potężne kulty matriarchalne, istniejące na długo przed religiami najeźdźców. Niedoskonała? A i owszem, zapewne niektóre motywy dałoby się przedstawić lepiej, ale co z tego? Kto wie, może kogoś zaintrygują wstawki o odkryciach archeologicznych, zdradzających, że kiedyś kobiety miały dużo wyższą pozycję? Ja polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz