To książka-pocieszycielka dla samców, którzy myślą, że nie mają szansy zdobyć atrakcyjnej samiczki, bo są kurduplami. Chodzi mi konkretnie o gąsiory, ale jeśli ktoś uważa, że może tyczyć się i ludzi – szerokiej drogi w tej interpretacji.
A tak serio „Zagłada puka do drzwi” urzekła mnie od początku. Najpierw zaintrygowała motywem wymuszonego (magią) posłuszeństwa, potem oczarowała humorem oraz podaną w lekkiej, przystępnej formie mądrością. I gęsiami. Jak można przeczytać w opisie, to retelling baśni o gęsiareczce, a ja bym do tego nazwała ją cosy fantasy. Ale nie cosy w stylu kołderkowym, tylko – jakkolwiek to brzmi – bezpiecznym. Nie ma w treści wulgaryzmów ani scenek posuwistych, a gdybym miała celować w grupę wiekową, typowałabym od nastolatków do stulatków. To jedna z tych pozycji, która spodoba się młodzieży, ale spokojnie mogą sięgnąć po nią dorośli.
„Zagłada…” opowiada o matce i córce oraz łączącej je toksycznej relacji. Słowo „toksyczna” idealnie odzwierciedla ich więź, gdyż matka traktuje Cordelię jak niewolnicę, cały czas przy tym wmawiając, że wszystko, co robi, robi dla jej dobra. Wyjeżdżają w podróż (przypominającą bardziej ucieczkę), trafiają do domu bogatego rodzeństwa, gdzie matka zagina parol na gospodarza. Cordelia w międzyczasie zbliża się do jego siostry Hester i zaczyna powoli otwierać. Gdy zdradza, kim jest jej matka oraz jakie ma plany względem Dziedzica, kobieta prosi o wsparcie starych przyjaciół. Wspólnie obmyślają strategię uratowania przed zgubą brata – i młodziutkiej bohaterki.
Książkę czyta się szybko, bo wciąga i ma prosty styl. Miejscami bywa przewidywalna, ale jej wybaczam. Niektóre problemy rozwiązują się zbyt łatwo, ale to też mi nie przeszkadza. Poczucie humoru Hester oraz cudowne, waleczne gęsi wynagradzają wszystko. Przyznam, że spodobał mi również chowaniec Falada, piękny biały koń (czy raczej „koń”), świetnie opisany i jeżący włos na głowie. Cały czas miałam przy nim skojarzenie z koniem z filmu o braciach Grimm (z Heathem Ledgerem). Nigdy nie zapomnę sceny, w której wybiegał ze stajni z gigantycznym brzuchem, a gdy otworzył pysk, można było zobaczyć, kogo przed chwilą pożarł.
Nieco chaotyczna ta moja quazi recenzja, ale chyba wyszłam z wprawy ;) Miałam ostatnio wielki zastój pisarski i dopiero w weekend go – mam nadzieję na dobre – pokonałam. Bez względu na to „Zagładę…” mocno polecam i chętnie przeczytam inne książki autorki. Jeśli lubicie fantasy, która nie jest brutalna, za to bywa urocza i słodka, zachęcam do testów. "Pokrzywę i Kość" też polecam, za dokładnie te same rzeczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz