„Zbrodnia to niesłychana,
Pani zabija pana.”
Wydawać by się mogło, że w dużym skrócie i w jeszcze większym uproszczeniu o tym właśnie opowiada „Podejrzany X”. Tymczasem nie do końca, bo zbrodnia może mieć drugie dno, a zabójca – dwa oblicza. Brzmi tajemniczo? I prawidłowo, gdyż sporo tu łamigłówek. Początkowo czytamy tylko po to, żeby zobaczyć, kiedy detektywi wpadną na właściwy trop. Przecież my znamy już fakty, prawda? Prawda?
Keigo Higashino poznałam dzięki „Złej woli”*, która zachwyciła mnie po stokroć. Między innymi tym, jak gładko autor mnie zwiódł na manowce. O „Podejrzanym X” czytałam mnóstwo pozytywnych opinii i nastawiłam się na to, że będzie co najmniej tak samo dobrze. I było dobrze, ale bez oczarowania. „Zła wola” jednak lepsza, nie dała się zrzucić z piedestału.
Nie wiem, czy to ze mną coś nie tak, czy z książkami, na które trafiam, ale nie kojarzę żadnej z Kraju Kwitnącej Wiśni, w której polubiłabym jakiegokolwiek bohatera. Wszyscy jacyś tacy zimni, wyrachowani, niby coś czują, ale ich nie rozumiem. Tutaj miałam podobnie – nie sympatyzowałam z żadną osobą. No, może ewentualnie z córką głównej bohaterki, ale pewnie dlatego, że było jej niewiele. O ironio, od niej wszystko się rozpoczęło.
Po skończeniu lektury zastanawiałam się, co nie zagrało. Fabuła w „Złej woli” (co rusz do niej wracam, ale nie da się nie porównywać) też turlała się wolno, mimo to fascynowała. Tym razem fascynacji nie było, w trakcie pojawiało się znużenie, a miejscami brak chęci powrotu do czytania. Po długim tentegowaniu w głowie doszłam do wniosku, że „Podejrzany X. Pochodna zbrodni” okazał się zbyt rozwlekły, za powolny i za bardzo matematyczny. W roli jednego z bohaterów autor obsadził matematyka geniusza. Co za tym idzie, wplótł w treść sporo matematycznych rozważań i dygresji. Doceniam, ale mnie nudziły.
Żeby nie było, uważam, że to całkiem dobra pozycja. Finał mnie zaskoczył, choć myślałam, że nie będzie na to miejsca. Po prostu... No nie zagrało. Gdybym zaczęła od tego tytułu, pewnie nie szukałabym innych dzieł pana Higashino, ale że poznałam „Złą wolę” (znowu!), na pewno dam mu kolejną szansę.
* Ciągle zapominam, że poznałam autora wcześniej, dzięki przeuroczej książce "Cuda za rogiem".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz