niedziela, 12 lipca 2026

"Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu" Piotr Chomczyński

 „Kobiety odgrywają wiele ról. Wiesz, w tym kraju najbardziej poszukiwani są mężczyźni, to przede wszystkim ich się zachęca, by należeli do gangów. W przeciwieństwie do nas. My jesteśmy mniej wartościowe. Zatem to my z reguły bierzemy udział we wszystkim”.

Jak ja się ucieszyłam, kiedy dostałam propozycję od wydawnictwa! Jak zaświeciły mi się oczy na myśl o zrecenzowaniu tego tytułu! Zaświeciły się do Santa Muerte, do tematyki, a zwłaszcza do postaci na okładce. W pewnym sensie sama zwiodłam się na manowce, bo stworzyłam sobie w głowie nierealny obraz tej książki, wizję, której nie miała szans dorównać.

Taniec z Santa Muerte” czyta się trochę jak reportaż, trochę jak powieść sensacyjną. Autor krąży po – mówiąc dyplomatycznie – nieciekawych zakątkach Ameryki Południowej. Zagląda do dzielnic, w które lepiej nie zapuszczać się samemu. Odwiedza domy, w których narkotyki są jednym z mieszkańców, z ich widokiem są oswojone nawet małe dzieci. Nawiązuje kontakty z ludźmi żyjącymi według własnych reguł, zarówno bezwzględnymi, jak i nieufnymi. Jeden nierozważny ruch, jedno niewłaściwe pytanie lub ciekawskie spojrzenie i wizyta może mieć tragiczny finał.

Efektem jego pracy jest książka o kobietach, które z różnych przyczyn znalazły się w narkobiznesie. Jedne weszły do niego świadomie, inne z przymusu; jedne zachęcano i kuszono, inne zastraszano czy szantażowano. Młode i stare, wyniszczone życiem i prosto od chirurga plastycznego, stojące godzinami pod bramą więzienia lub wchodzące specjalnym wejściem, nawykłe do biedy lub opływające w luksusy.

W ich historiach przewijają się te same motywy: bieda w domu, ojciec odszedł albo trafił do więzienia, a one jako nastolatki zadurzyły się w starszym partnerze, który okazał się dilerem. Wiele, jeśli nie większość, nie widzi innego rozwiązania niż przestępczość, bo mieszkają w dzielnicach bez perspektyw. Policja jest skorumpowana, a dla polityków są ludźmi gorszej kategorii. Nierzadko jedyna pomoc, na jaką mogą liczyć, pochodzi od kartelu.

Czytałam z zaciekawieniem, ale nie mogę zaprzeczyć, spodziewałam się czegoś innego. Czegoś, co dostałam w drugiej części, a będąc szczerą, praktycznie pod koniec. Wcześniej za dużo było – moim zdaniem – Piotra Chomczyńskiego, za mało bohaterek. Nastawiałam się na poznanie ich historii, a nie opisów tego, co autor przeżył, żeby do nich dotrzeć, w jakie sytuacje (nieraz nieroztropnie) się pakował, aby zdobyć informacje. Rozumiem, że chciał przedstawić czynniki, przez które te kobiety żyły, jak żyły i jestem pewna, że taka forma znajdzie wielu zwolenników. Nie zmienia to faktu, że wolę „suche” reportaże i bardziej odpowiada mi druga część książki.

Choć nie do końca spełniła moje oczekiwania, „Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu” to ciekawa pozycja. Widać, że powstała z pasji, a twórca przyłożył się do researchu, nierzadko sporo przy tym ryzykując. Interesuję się tematem traktowania kobiet w – jak to ujął – „maczystowskich” społecznościach, więc nie wszystko było dla mnie nowością, ale poznałam kilka nazwisk, które zatrzęsły Ameryką Łacińską. Mery Valencia czy Griselda Blanco – jeśli chcecie poznać narkokrólowe okrutniejsze od Pablo Escobara, zachęcam do lektury.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz