sobota, 17 października 2026

"Zapach rumianku" Krystyna Siesicka

 „Trudno, niczego już nie da się cofnąć. O czym ja myślę? Cofnąć? Niczego przecież nie chciałabym cofać, właściwie jestem szczęśliwa, czego mogę pragnąć jeszcze?”

„Zapach rumianku” to jedna z tych książek, które zapadają w pamięć, ale nie dlatego, że są kontrowersyjne. Nic z tych rzeczy. Gdyby była człowiekiem, to przyjaciółką z dzieciństwa, sprzed przeprowadzki do innego miasta albo i kraju. Wspomina się ją z uśmiechem, nawet jeśli dzisiaj nie macie kontaktu. Pierwszy raz trafiła w moje ręce 30 lat temu, jako nagroda za dobre wyniki w nauce. Drugi – tydzień temu, gdy przyniosłam ją z biblioteki. Aż mi się przykro zrobiło, gdy ujrzałam datę ostatniego wypożyczenia: 17.07.2017. Tak niepopularna, że trafiła na zaplecze.

To stara książka, znacznie starsza, niż myślałam. Pierwsze wydanie pochodzi z 1969 roku i to czuć. Nie tylko z powodu słownictwa typu klawy czy w dechę, ale i podejścia bohaterów, ich zachowania. Choć tytuł zalicza się do literatury młodzieżowej, treść jest zaskakująco dojrzała. Może ponad pół wieku temu nastolatki były dojrzalsze? A może po prostu dzisiaj, gdy jestem w wieku głównej bohaterki, historia trafia do mnie bardziej.

Tak, główna bohaterka książki dla młodzieży to kobieta 40-letnia. Właściwie główna do połowy, bo w pierwszej części obserwujemy świat oczami Zuzanny, zaś w drugiej rolę narratora przejmuje Rafał. Ona, znana aktorka, po latach odwiedza dawną przyjaciółkę, on jest zakochany w jej córce. Jak POV najchętniej zostawiłabym na Wattpadzie, tak tutaj pasuje idealnie. Każde dostaje raptem 50 stron, ale to wystarczy. Ta cieniuchna książeczka, którą łatwo przegapić na półce, opowiada przebogatą historię. To chyba zachwyca mnie najbardziej. Zabrzmię boomersko, ale dzisiaj się tak nie pisze. Dziś czytelnicy oczekują czegoś innego, a wielu z nich ma problemy z wyłapywaniem emocji ukrytych między wierszami. Twórczość Krystyny Siesickiej do nich nie trafi.

Smutna prawda jest taka, że przeciętnego współczesnego czytelnika (#notallreader) „Zapach rumianku” znudzi. Ledwo stustronicowa książka skłoni go do ziewania, bo fabuły praktycznie w niej nie ma. Ot, przyjechała, posiedziała, pogadała, najadła się malin z cukrem i pojechała. Czytelnik przebodźcowany, a przede wszystkim pozbawiony wrażliwości nie zwróci uwagi na Pawła siedzącego w ciemnościach. Nie zrozumie Katarzyny, która sabotuje możliwość spotkania dawnych zakochanych. Uwierzy Zuzannie, tłumaczącej (głównie sobie), że dokonała słusznego wyboru. Nie zauważy niezadanych, wiszących w powietrzu pytań „A co, gdyby?”. Nie poczuje emocji, od których aż tu kipi. Ja pozostaję w zachwycie.

Nie wiem, gdzie mój egzemplarz z podstawówki, więc kupię sobie drugi. A Wy sprawdźcie, czy „Rumianku” nie ma w Waszej bibliotece. Jeśli jest – wypożyczcie go. Nie zasługuje na to, żeby kurzyć się w magazynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz