Pochodzę ze wsi, a lat mam tyle, że dobrze pamiętam strach, kiedy pojawiali się w niej Romowie, zwani wtedy Cyganami. Babcia z paniką w oczach zamykała dom i modliła się, żeby nie weszli na podwórko. Bo jak wejdą, ukradną kury, worek zboża albo cokolwiek innego, co będzie dla nich cenne. Pamiętam też, jak romscy mężczyźni grywali w tramwajach, a kobiety żebrały na chodnikach, trzymając w ramionach śpiące dzieci. Albo nagabywały, że powróżą i bardzo źle przyjmowały odmowę. „Krajobraz widziany przez dym” cofnął mnie do tych czasów, choć opowiada o okresie dużo wcześniejszym.
Gdyby autor żył, miałby dzisiaj sto lat, a sama książka liczy sobie pół wieku. Zawiera wątki autobiograficzne, bo i bohater, i pisarz pochodzą z romskiej biedy, a ich matkom zależało, żeby się wykształcili i mieli lepsze życie. Podczas czytania zastanawiałam się nad dwiema rzeczami: dokąd prowadzi nas ta historia, a także jak bardzo twórca się w niej wybielił. To on – jako jedyny – wstawił się za bitą przez męża nieszczęśnicą, to jemu przychodziły do głowy całkiem współczesne refleksje.
„O kobiecie, która po wschodzie słońca wylegiwała się u boku męża, mówiono, że jest gnuśna, leniwa. (…) Do dzisiaj nie wiem, dlaczego Cyganki musiały wcześnie wstawać, bo przecież mężczyźni zwlekali się z legowisk dopiero wtedy, gdy już nie mogli dać sobie rady z atakującymi ich muchami”.
Jednocześnie nie był nikim więcej niż produktem swoich czasów, z mentalnością i zachowaniem typowym dla ówczesnych mężczyzn. Nie wzbraniał się przed szowinistycznymi tekstami czy choćby policzkowaniem kobiet.
„Koniecznie chciałem ją sobie wyobrazić, ale ciągle widziałem tylko otoczoną piszczącym drobiazgiem matkę, podobną do do starej, zniszczonej maciory. Taki jest los każdej kobiety, czemu Babi miałaby być wyjątkiem? Mężczyźni kochają setki kobiet naraz i z wszystkich wyciskają ostatnie soki. A jeżeli którejś trafi się przyzwoity mąż, ma go za nic, za głupka i niedołęgę. Prawdziwy mąż to taki, który ma twardą rękę”.
W swojej historii Menyhért Lakatos opowiedział o dzieciństwie i wymuszonym szybkim dojrzewaniu, o dyskryminacji (coś komuś zginęło w szkole? Wiadomo, że oskarżą jego, bo to Cygan), o potwornej biedzie i jeszcze potworniejszym brudzie. Brud bez wątpienia jest jednym z głównych bohaterów. Wielki brud, wszechobecny brud, brud w grubych warstwach przepoconych ubrań, w zmianach skórnych i przegnitych zębach, we włosach śmierdzących kurzym tłuszczem. Brud kobiet w lepiących się spódnicach, które zarzucały na ramiona, odsłaniając białe uda. Brud w kępkach włosów jak pędzle czy kupki trawy, w kępkach, którymi odmierzało się wiek dziewcząt. Brud zarobaczonych dzieci z głową pokrytą strupami, nieleczonych i niemytych, bo umyte by się rozchorowały, wiecznie głodnych i czepiających się matek jak szczenięta suki. Brud ciał spółkujących po stodołach, w ciemnościach parujących od potu, pokrytych wszami i pchłami...
Niedobrze wam? Bo mnie wielokrotnie mdliło podczas czytania. A kiedy nie mdliło, to ściskało z powodu niesprawiedliwości, która dotykała kobiety.
„Przez cały dzień o niczym innym nie rozmawiali, jedynie o kobietach i koniach. Jedne i drugie traktowali jak zwierzęta gospodarskie, ale z kobiety była większa korzyść, łatwiej ją było zdobyć i jej utrzymanie nic nie kosztowało. To ona utrzymywała męża”.
Kobiety były regularnie bite przez mężów i zmuszane do ciężkiej pracy. To one musiały dbać o chmarę dzieci, a jeśli (jak piękna Ballus) robiły absolutnie wszystko, by zdobyć dla nich jedzenie, były karane za zhańbienie honoru rodziny. Zgodnie z cygańskim prawem mąż (czyt. właściciel) mógł zakopać ją żywcem, ewentualnie wyciąć jej srom, jak wspomnianej Ballus. To jej współczułam, nie bohaterowi. To ona była dla mnie postacią tragiczną, a nie – jak mieszkańcy osady wmawiali jej dzieciom – obłąkaną ku&wą, która zgwałci każdego, kto się jej nawinie. Żyła nienawiścią i pogardą, bo jedyne, co dostawała, to nienawiść i pogarda.
Trudna to literatura. Obrzydliwa, dosłowna i okrutna, realistyczna tak bardzo, że wpadająca w turpizm. Czytałam z odrazą, zastanawiając się, gdzie jest meta w tej śmierdzącej ludzkimi wydzielinami spowiedzi. Dowiedziałam się i ponownie ścisnęło mi serce. Gdybyście gdzieś się na nią natknęli, polecam przeczytać, choć nie będzie to lektura lekka ani przyjemna. To lektura ważna, która zostaje w pamięci jak wyrzut sumienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz